piątek, 10 marca 2017

Pyszny chlebek wielozbożowy z miodem i kminkiem

Mam tu posta sprzed półtora roku. Od tego czasu moje chleby ewaluowały, zamieniły się na bezglutenowe, nabrały wyrazistości. Ale szkoda mi pamiątkowego posta, który zapodział się, jeszcze bez zdjęcia, w kopiach roboczych. Zatem Cytuję:


Ah, ah. Naszło mnie. Naszło mnie na kminek. A konkretnie kiedy zobaczyłam jakieś paluszki z kminkiem w cenie 3 zł za 100g...i stwierdziłam, że to czyste zdzierstwo.

No i tak mi ten kminek chodził po głowie, a synkowi tak chlebek chodził po głowie, że machnęłam szybko na kolację.

Jak zwykle zaczęłam od rozrobienia drożdży (50g) z łyżeczką cukru trzcinowego i mąki.

Do miski wrzuciłam resztkę mąki gryczanej, trochę żytniej, trochę ryżowej, sporo owsianej, pół szkl. skrobii ziemniaczanej i wyszło, że mam ok 500g mąk ogółem.

Sypnęłam sowicie kminkiem całym. Częściowo postukaliśmy z Wojtkiem go w moździerzu, ale bardziej dla zabawy niż coś z tego się zmieliło;)

Do ciasta wrzuciłam też ciutkę siemienia, bo lubię.

Dodałam łychę miodu lipowego- taki się leje po prostu ale jak masz inny to go po prostu wcześniej rozpuść dla łatwiejszego "miechania", mówiąc językiem mego pierworodnego.

No a potem dolałam wody dla uzyskania leniwie lejącej masy i wymieszałam.

Pozostawiłam do wyrośnięcia.
No i potem juz tylko piec w nagrzanym piekarniku w 170 st około 40 min.

Słowami męża:
"Kasia...ten chleb jest zajebisty"

Zatem smacznego!

domowy chleb
chleb a la litewski kminkowy na miodzie 

środa, 15 lutego 2017

Recenzja fotoalbumu Saal Digital

Uwielbiam fotografię. To zamknięcie w kadrze, niczym w skrzyni ze skarbami, cennej chwili.
Taka pamięć podręczna ważnych momentów z naszego życia.
Najchętniej zasiadam do przeglądania zdjęć w zimowe wieczory, przykryta kocykiem i z kubkiem dobrej herbaty. Ale przyznajmy się, wkładanie zdjęć do albumów to praca mozolna, więc aby móc się nimi cieszyć, wpierw trzeba pokonać morze kiepskich ujęć, góry złych kadrów i potoki niechcianych min, żeby wreszcie dotrzeć do punktu fotograficznego i wydrukować nasze skarby. A później jeszcze układanie ich w albumie i dopiero relaks.

Ale można milej i przyjemniej.

FOTOKSIĄŻKA!

Ten wynalazek pokochałam gdy tylko stworzyłam swój pierwszy fotoalbum. Wtedy tworzyłam go z myślą o podziękowaniach dla rodziców na nasz ślub. Pomysł był tak trafiony, że wpadłam w temat niczym śliwka w kompot.
Niestety jakość oferowanych usług wciąż nie była taka jak bym sobie życzyła. W większości firm w paczuszce dochodziła do mnie piękna okładka, bo obita skórą czy tkaniną. Lecz zdjęcia upstrzone były szumem, kiepskim odzwierciedleniem barw i słabym kontrastem. Myślałam, że wina leży po stronie aparatu, choć część albumów tworzyłam np. z profesjonalnych zdjęć ślubnych i widziałam je w lepszym druku na papierze fotograficznym. 

Gdy w końcu zdecydowałam się na jakąś lustrzankę i ponownie zrobiłam powakacyjną fotoksiążkę (dużo światła na zdjęciach) w znanym punkcie- znowu odczułam rozczarowanie.

W tym czasie siostra powiedziała mi o niemieckiej firmie Saal Digital i pokazała album, który dostała do przetestowania.
Od razu poraziła mnie soczysta jakość zdjęć.
TAAAK! TO BYŁO TO! 
Rzeczywiste odwzorowanie barw lata, kolorów dziecięcych zabawek, wyrazistość scen. Pozazdrościłam siostrze, ale nie na długo.

Kilka dni później znów była możliwość przetestowania fotoksiążki. Od razu się zgłosiłam na ochotnika i zabrałam do segregacji fotek. Pomysłów na fotoksiążkę miałam sporo, ale ostatecznie zdecydowałam się uwiecznić moich chłopców w akcji. Tak powstał ROZRABIALNIK.

(Wszystkich estetów muszę jednak w tym miejscu ostrzec przed dalszym czytaniem i oglądaniem.
Robisz to wyłącznie na swoją odpowiedzialność. Jestem dopiero na wstępie czytania instrukcji obsługi lustra a i kurs fotograficzny ślimaczy się i wiedzy nie przelewa orient expressem. Zatem to co na wydruku jest wyłącznie pamiątką rodzinną, nie portfolio, hihi ; ) )

Tym razem to ja chcę się z Wami podzielić opinią na temat wydruku. Teraz, po czasie, żałuję, że nie przyłożyłam się bardziej do samego projektu, ale po zrobieniu tylu super projektów z kiepskim wydrukiem po prostu nie chciałam tracić znów na to życia. A akurat tym razem- szkoda ;)

Jak wygląda przesyłka z Saal Digital?

Już sama paczka była miłym zaskoczeniem. Kartonowa koperta pod wymiar zamówienia.
By ją otworzyć musiałam użyć sporej siły, bo klej był na prawdę solidny.

W środku czekała na mnie kolejna koperta z miękkiej pianki.
A na koniec zgrzany foliowy woreczek.
Prawdziwe zasieki. Nie ma szans, by ktoś niepowołany zerknął do naszej paczki, coś sobie podejrzał i ponownie zapakował.

Jak zaprojektować fotoksiążkę w Saal Digital?

Jak w większości firm tego typu wystarczy pobrać mini programik i zainstalować go u siebie na komputerze.
Program jest bardzo intuicyjny, ale w porównaniu z konkurencją pracowało mi się na nim szybciej- sprawniej załączał zdjęcia i robił o co proszę.
Jedyny problem miałam z ustaleniem miejsca na spady- było oznaczone, ale mniej zrozumiale niż w inych znanych mi firmach.

Zdecydowanie na plus mnogość i oryginalność czcionek. Nie wiem tylko czy to wina wtyczek czy Visty (tak, tak, jakoś jeszcze to u mnie zipie) ale większość czcionek nie miała wszystkich polskich znaków.


Mamy w programie trochę teł, clipartów- modnych a nie tylko kiczu.
Trochę maławo było mi ilości deseni oraz braku regulacji krycia teł i deseni, ale to drobiazg.

Prócz wielu plusów tutaj też pojawił się minusik, ale czy to ja zawiniłam czy firma - tego nie dojdę chyba.
 Na wydruku pojawił mi się clipart w miejscu zdjęcia. Nie miałam zbyt wiele czasu na weryfikację błędów estetycznych.


No i teraz najlepsze:

Jakoś wydruku w Saal Digital

WOOOW.
Wreszcie coś, co pokazuje zdjęcia takie, jakie widziałam w aparacie czy na komputerze.
Soczyste, ostre, bez gazetowego szumu. 
Żyleta!






A do tego karty- i to nie w wersji usztywnianej i dodatkowo płatnej, tylko normalnej - grubaśne. 
Na oko 1,5 mm grube.
Aż przyjemnie się przegląda z dziećmi, bo nie gniecie się, jest "chwytna" i nie podrze się przy mocniejszym pociągnięciu przez dziecko (w ramach rozsądku oczywiście).


Sam grzbiet i klejenie bardzo estetyczne i solidne.


Wybrałam papier półmatowy, bo nie lubię połyskliwego, i jest taki jak lubię, o fakturze fotografii a nie zwykłego wydruku.

A na koniec miła niespodzianka. W większości firm na ostatniej stronie pojawia się albo logo firmy, albo kod kreskowy albo inne oznaczenie towaru. Niekoniecznie dyskretne. Za usunięcie tego elementu przeważnie trzeba dopłacic około 25 zł, podobnie jak w Saal Digital. 
Jest jednak jedno ALE

Saal Digital zrozumiało, że nie warto psuć pięknych fotografii pstrokacizną na koniec.
Ich kropka nad "i" jest tak nieśmiało wetknięta w narożnik okładki i jest skromnej wielkości, że trudno by było posądzić ją o niesmak czy wyłudzanie dodatkowych opłat.



Gratuluję! Takie produkty aż chce się polecać.

A Wy? Co sądzicie?





niedziela, 5 lutego 2017

Najlepsza bezglutenowa szarlotka sypana. Gluten free apple pie.

Są rzeczy tak proste, że aż człowiek na nie nie wpadnie.
Są rzeczy, których uczymy się od innych.
I są rzeczy, które są wynikiem potrzeby.

I taka oto jest ta szarlotka, którą pożarliśmy u kumpeli, a którą ona przygotowała z myślą o moim alergiku.
Szacuneczek, że pamiętała, że młodemu jakoś nie służy również olej kokosowy. Zatem- o zgrozo- nie dośc, żę masła niet to i oleju kokosowego nie można wykorzystać.
Więc co?

OLEJ z PESTEK WINOGRON!
BINGO!

A do tego domowa bezglutenowa mieszanka.

Także aby wykonać tą prościutką szarlotkę potrzebujemy:



  • 2 kg jabłek
  • około 1/3 szkl mąki ryżowej
  • około 1/3 szkl płatków jaglanych
  • około 1/3 szkl. cukru trzcinowego
  • łyżeczka cynamonu
  • Opcjonalnie coś z wanilią- np. cukier waniliowy- do mąk albo ekstrakt waniliowy dodany do jabłek.
  • Opcjonalnie orzechy/ płatki migdałowe
  • olej z pestek winogron
Foremka tortowa lub średni kwadrat.

Ucieram jabłka na grubych oczkach. Ja daję obrane, ale niektórzy lubią ze skórką. Mieszam z cynamonem i odstawiam. Nastawiam piekarnik na 180 st.
Mąkę, płatki i cukier mieszam razem i dzielę na 3 części. Jedną z nich obsypuję formę.
Nakładam delikatnie połowę jabłek. Obsypuję 1/3 mieszanki i znowu jabłka. Na koniec obsypuję ponownie. 
A teraz najważniejsza i najdelikatniejsza część. Na łyżkę nalewam oleju i pomalutku zygzakami pokrywam powierzchnię. Ile? Tak, żeby większość miała swoją kreskę oleju. Nie lej go zbyt dużo, bo szarlotka się usmaży zamiast upiec.Jeśli możesz na koniec dodaj płatki migdałowe czy orzechy.
Wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz około 40 min na dolnej półce.

Najlepsza jest na ciepło.


Inne opcje wykorzystane u nas to zrobienie mieszanki z mąki arachidowej. Też pyszności, ale orzechy uczulają, więc jak mamy gości nie dajemy już tej mąki.

What do we need for gluten free, no eggs and milk, with no coco and choco apple pie?

  • 1/3 cup of rice flour
  • 1/3 cup of millet flakes
  • /3 cup of sugar
  • grape seed oil
  • 2 kg of apples
  • 1 tea spoon of cinnamon
Wash, and peel apples. Grate it and mix with cinnamon.
Preheat the oven up to 180 C.
Then mix all flours with sugar and divide it for 3.
Pour the first part od mixture on the springform and put 1/2 of apples.
Then pour the second part of flour mixture and apples again.
Pour the last part of mixture and gently wet the top of pie with grape seed oil.
If You can eat almonds This is the best time to pour your cake with almond flakes.
Bake a pie about 35 minutes. If your cake contains almonds bake it  close to the bottom of your oven. It will prevent burning this delicious add.

That's it!








piątek, 17 czerwca 2016

Sposób na mleczne piersi czyli porównanie wkładek laktacyjnych.

Szykując wyprawkę dla maluszka okazuje się, że nie tylko maluch będzie potrzebował pieluch.
Mama także, tylko, że tych cyckowych. A jeśli planuje karmić piersią wkładki mogą stać się jej przyjaciółmi lub wrogami. Specjalnie dla Was przetestowałam kilka firm wkładek laktacyjnych, aby ułatwić Wam wybór a tym samym zaoszczędzić cenny czas.
Mam nadzieję, że moja ocena pomoże Wam cieszyć się tym wyjątkowym okresem w życiu kobiety, jakim jest laktacja, bez przykrości przemakania.

Jak wybrać najlepsze wkładki laktacyjne?

Opinie wydawać łatwo na podstawie ceny czy opakowania. Ale często gęsto to co w środku pięknego opakowania za wysoką cenę nie jest warte jakości spotkanej wewnątrz.

Czasem wręcz odwrotnie. Ale o tym za chwilę.

Kasia prezentuje- czyli moja subiektywna opinia (poparta słowami pozostałych dwóch matek i kilkoma koleżeńskimi uwagami) na temat wkładek laktacyjnych.


Będąc częstą bywalczynią Rossmanna nie można pominąć wkładek tejże firmy.
Za zakup czekają nas profity w postaci zniżek procentowych (program rossne) oraz dość częste promocje na ten produkt.

Przyznam się, że przy drugim dziecku automatycznie zaopatrzyłam się w ten produkt i tu spotkało mnie zaskoczenie. Niemiłe zaskoczenie.
Z pierwszej laktacji (2013 rok) zapamiętałam wkładki jako wygodne, nie drapiące piersi, wykończone łagodnym brzegiem. Jakieś było moje zdziwienie, gdy założyłam wkładki z tak samo wyglądającego opakowania.
Dodatkowo producent na opakowaniu prezentuje przekrój takich wkładek, który mija się z rzeczywistością. Nie ma tutaj wypustki na sutek. Wkładka jest zwykłym, płaskim krążkiem.

Jeszcze większe spotkało mnie zdziwienie, gdy kupiłam wkładki z limitowanej edycji, droższe i niby fajniejsze. Fajniejsze nie były, a do tego straciły sporo na chłonności.
Wydaje mi się też, że kiedyś wkłądki wyróżniała wielkość wkładu klejącego i lepiej się trzymały bielizny. Teraz taka sama malutka nalepka jak w innych wkładkach.

Trzeba zatem było szukać czegoś nowego.

Wróciłam do swojego faworyta. I faworyta większości mam.

Cena: 6,99 zł/30 szt
w promocji 5,99zł


Moim zdaniem najlepsze wkładki laktacyjne Johnson's baby nursing pads

Najlepiej układające się wkładki laktacyjne.

Jedyne wkładki spośród testowanych, które są tłoczone na kształt miseczki. Idealnie wpasowują się w kształt piersi a co za tym idzie do miseczki stanika.
Wyciśnięty dołek na sutek podnosi komfort noszenia, kiedy sutki zamieniają się w wielkie smoczki;)

Dość przyjemne w dotyku. Zdarza się, że drapią, nie bardziej niż inne przeciętne wkładki. To by mogło zostać poprawione.

Chłonność wystarczająca dla większości mam. Dopiero nocą zdarzało się mieć zalane, ale to przy każdym testowanym modelu, jak się położy na pełnej piersi.

Cena; około 18 zł/50 szt. 
W akpol baby kupuję za ok. 14 zł

Dla mnie numer jeden w rankingu.

Miejsce drugie dla polskiej firmy Bella.
Wytłoczenie nie jest wklęsłe.
Bardzo delikatna wyściółka bawełniana daje komfort noszenia.

Wkładki, jak zapewnia producent, mają wyściółkę extra soft. I właśnie dla tej wyściółki można pokochać te wkładki. Są niezwykle delikatne i przyjemnie się je nosi. Krawędź jest wykończona również delikatnie, więc nie drapią jak wszystkie pozostałe. 

Kłóciłabym się z anatomicznym kształtem. Po włożeniu w stanik z samej bawełny- widać poduchę. Nie układają się tak dobrze na piersi jak Johnson's baby, ale do domu, do twardego biustonosza czy na noc na pewno będą nam się podobać.

Cena- około 9 zł/30 szt.

Pozostało mi ocenić jeszcze wkładki Toujours, które kupiłam w Lidlu z ciekawości.
Nie widzę większej różnicy między nimi a wkładkami z Rossmanna. Jedynie naklejka się różni z tyłu, ale nie wpływa to na moją ocenę. Są droższe od Rossmanna, więc po zaspokojeniu ciekawości więcej już nie kupię, chyba że bardzo po drodze mi będzie.

Ostatnia ocena, jedynie powierzchowna dotyczy wkładek Baby Ono. Nie wiem jak wygląda pudełko i czy to jakaś specjalna wersja, bo miała je na sobie koleżanka i natychmiast chętnie zamieniła się na Johnsona.
Wkładki są przeogromne!
Mają aż 13 cm średnicy. Będą więc idealne dla mam o obfitszym biuście, choć koleżanka właśnie takowy miała. 
Nie krytykuję, przynajmniej jest wybór. Wkładki mają miłą wyściółkę i naklejkę od 1 brzegu do drugiego, więc pewnie całkiem nieźle trzymają się na miejscu, jak na tą wielkość.
Wkładki Baby Ono- większe niż pozostałych firm.

Mój ranking wkładek laktacyjnych:

1. Pierwsze miejsce- Johnson's Baby - warte są swej ceny.
2. Drugie miejsce: Mamma Belli - warte są swej ceny.
3. Trzecie ex aequo : Rossmann i Toujours

Mam nadzieję, że ranking przyda się Wam, Drogie Mamuśki! 
Niech Wam się dobrze karmi!












poniedziałek, 30 maja 2016

Tydzień Matki czyli o drobnym dogadzaniu sobie;)

Wreszcie udało mi się wyrwać krztynę czasu dla siebie.
Byłam u fryzjera! Obkupiłam się ciuchowo a na dodatek stało się niemożliwe i poszłam do kina!
Tak.
Ale nie zwyczajnie i nie na zwyczajny film. Razem z siostrami porwałyśmy mamę na film- jakże by inaczej "Dzień Matki".
Okazja wydawała się być wystarczająca na tę pozycję. Sam film po zwiastunie wydawał się być dobrym wyborem. A jak już się rozpoczął wiedziałam , że nie był dobrym, lecz wyśmienitym strzałem w dziesiątkę!

Na ekranie pojawiają się znane i lubiane babeczki: Jennifer Aniston, która jak zwykle ma niespotykane przygody i jak zwykle miło się na nią patrzy. Julia Roberts zachwyca elegancją a Kate Hudson rozrabia i nie słucha mamy. Co z tego wynika? Ubaw po pachy!
My cztery plus nasza mama kwiczałyśmy ze śmiechu. Fakt- film w obliczu ostatnich wydarzeń w naszym życiu zagrał nam idealnie na wszystkich emocjach, co nie znaczy, ze tylko nam się spodobał. Z innych części sali wtórowały nam głośne parsknięcia śmiechu, a na koniec widzowie niechętnie zwlekali się z foteli.
Poddane fali radosnych emocji postanowiłyśmy zbierać na tackę po nachosach naszym śpiewem na następny seans, ale jakoś nikt nie podzielił naszego zdania o zdolnościach wokalnych i trzeba było nasycić się jednym seansem i...lodami zjedzonymi tuż przed zamknięciem kawiarni.

Ahhh. Dobrze, że zza ekranu nie dobiegał mnie dwugodzinny płacz dziecięcia, odmawiającego spożycia mleka butelkowanego. Gosh! Dobrze, że nie było słychać, bo na serio wypoczęłam i wybawiłam się przy tej komedii. Polecam każdej matce i córce!

A co jeszcze było ciekawego w Plazie tego dnia?
Otóż na czas reklam (18min) wygospodarowałam sobie relaks zakupowy w drogerii Sibirica, gdzie z okazji mego Święta otrzymałam rabat 30% na wszystkie kosmetyki.
Kupiłam więc sobie dwa szampony, dwie pasty do zębów i płyn do mycia naczyń.
Mało może kobieco, ale w obliczu 18 minut zdążyłam kupić tylko to, czego składowi przyglądałam się kilka dni wcześniej. Może do dnia babci zdążę sobie wybrać jakiś krem na zmarszczki, a co!
Recenzje swoich wyborów ekologiczno, organiczno orgazmicznych z korzystania z kosmetyków już niebawem.

Tymczasem zapraszam na zwiastunek i naprawdę zachęcam do wyrwania się na 2 godzinki na przezabawny seansik :)

sobota, 21 maja 2016

Błyskawiczne i przepyszne bezglutenowe ciastka musli bez cukru i bez mleka.

Są takie przepisy, które z przyjemnością powtarzam i kombinuję, a z jeszcze większą chęcią konsumuję : ).
Przedstawiam przepis na jedne z najbardziej wciągających owsianych ciastek w moim jadłospisie. Uwaga-zaraźliwy!
Idealne na wynos, na błyskawiczne coś na ząb.

Składniki:
* szklanka płatków owsianych (można użyć też jaglanych czy jęczmiennych ale z tymi drugimi  nie będzie bezglutenowo). Owsiane oczywiście muszą mieć certyfikat bezglutenowy.
*2 jabłka
*jajko
*ok 4-6 łyżek oleju rzepakowego
*łyżka cynamonu
*2-3 łyżki melasy, miodu lub syropu z agawy
*Dowolne smakołyki- orzechy, ziarna słonecznika, siemię lniane, sezam, żurawina. Z rodzynkami trochę się puszą i rodzynki przypalają, więc nie polecam.

Wykonanie:
Płatki wsypać do miski, zalać tłuszczem. Jabłko zetrzeć na grubych oczkach (ja obieram, ale skórka też się przydaje, zwłaszcza niepryskana). Wymieszać z jajkiem i słodziwem. Dodać cynamon i ulubione dodatki. Zostawić na chwilkę aż płatki wciągną trochę wilgoci.

Układać na blaszce łyżką i piec w nagrzanym do 180 st piekarniku około 10-15 min, w zależności od grubości. Ja wkładam do foremki i tam ciasto dociskam łyżką, żeby miały ładny kształt.
Pożreć, póki ktoś wielkości 90cm nie zje przed nami całej puszki i nie powie: zdarza się, wiesz?





czwartek, 12 maja 2016

Szarlotka dla alergików dwóch. Bezglutenowa, bezmleczna, bez orzechów i jajek.

O szarlotkach sypanych każdy już chyba słyszał. A mimo wszystko przy robieniu tejże musiałam zaryzykować i zrobić wersję z tłuszczem płynnym a nie klarowanym masłem i kombinować i tak po swojemu.
Wyszła pyszna, a na zdjęciu ostatni kawałek. Zżarta nie tylko przez maluchy, ale też innych gości uroczystości. Tych nie na diecie i pozytywnie skomentowana.



Zatem ogłaszam, że da się zrobić smaczne ciasto bez niczego co tradycyjnie w ciastach się znajduje.

Wegańska sypana szarlotka bezglutenowa, owsiana:

  • 2 szkl. płatków owsianych zmielonych np. w młynku do kawy lub mąki owsianej
  • 3-4 łyżki mąki ziemniaczanej
  • słodziwo- ok. 0,5 szkl cukru trzcinowego lub mniej i dosłodzić stewią w listkach. 
  • kg jabłek
  • cynamon- łyżka
  • olej rzepakowy - tyle łyżek ile wpije ciasto. Około 0,5 szkl.
Foremka ok. 30x30 wyłożona papierem do pieczenia czeka sobie aż połączysz suche płatki, kartoflankę i cukier razem. Rozgrzej piekarnik do 180 C.
Wsyp równomiernie połowę suchego na foremkę. Zetrzyj jabłka na grubych oczkach. 
Ja obieram. Połącz z cynamonem i wyłóż delikatnie na blaszce z sypanką. Dociśnij.
Posyp resztą ciasta i dociśnij. 
Polej równomiernie kawałek po kawałku olejem. Piecz w temp. 180 C około godzinki aż się zarumieni.


Pyszota! Polecam.


środa, 4 maja 2016

Jak być matką i wypić ciepłą herbatę na 5 sposobów

   Żyjesz sobie, żyjesz, robisz mechanicznie to co należy do Twoich codziennych rytuałów. Myjesz zęby, pijesz kawę czy herbatę, bierzesz prysznic i po zrobieniu wszystkich tych rzeczy, jeśli nie jesteś na kacu nadal masz cały dzień przed sobą. 
   Nagle na świat przychodzi Twoje maleństwo, rośnie a Ty z każdym dniem przesuwasz swoje poranne rytuały na coraz późniejsze popołudnie. Nim się spostrzeżesz zdajesz sobie sprawę, że ciepłą herbatę piłaś ostatnio pół roku temu albo jeszcze dawniej.
   Po kilku latach z zimnym lub wrzącym naparem dzielę się niby oczywistymi sposobami na to, żeby cieszyć się wypitym w optymalnej temperaturze napojem : ) A niech rozgrzeje jakieś spragnione kobiece trzewia;)

Wariant pierwszy luksusowy:

Opowiadasz partnerowi o swoim herbacianym/ kawowym problemie i prosisz aby dopilnował, że gdy siedzisz i np.karmisz przyniósł Tobie wymarzony napój prosto do twych ust. Żeby nie trwało to zbyt długo niech skorzysta z
wariantu 2:
czyli chwilkę po zaparzeniu dolewasz zimnej wody. Żeby nie wyszło rozwodnione zalewaj mniejszą ilością wrzątku.

Wariant 3:
Odwrotny do drugiego. Zalewasz esencję na jakiś okres czasu i gdy masz sekundę dolewasz wrzątku i od razu pijesz. Do tego przydaje się też czasem

Wariant 4:
Dzbanek. Duża ilość płynu wolniej stygnie. Więc zaparzasz sobie napój w dzbanku, najlepiej z podgrzewaczem i z doskoku wypijasz co nieco.

Ostatecznie możesz zastosować
Wariant 5:
TERMOS lub KUBEK TERMICZNY!
Osobiście najbardziej sprawdzony, ale najmniej smaczny sposób, bo termos zawsze ma dla mnie posmak. Nawet nowy.
Ale można go zabrać na spacer, wycieczkę, plac zabaw czy targać po domu do miejsca karmienia itp.

To kto wpada na herbatkę?



Na zdrowie!




niedziela, 21 lutego 2016

Na spacer z fajną babeczką czyli warzywne muffinki

Chodził za mną i chodził pomysł ciastek ale wersji wytrawnej. No i wreszcie poskładałam elementy układanki w całość i powstały proste warzywne muffinki. Dzięki nim moje dziecko je jajko, którego normalnie niezbyt chce jeść. Sama forma jest także idealna do zabrania na spacer,  jako przekąska po basenie czy w gości na kolację, gdy mamusia jeszcze urządza pogaduchy a dziecko już zgłodniało.

Przepis na ok. 5 muffinek warzywnych:

  • jajko
  • 3-4 różyczki brokuła
  • łyżka groszku zielonego mrożonego
  • płatki owsiane lub inne ulubione- 2-3 łyżki
  • przyprawy: (opcjonalnie sól), pieprz, tymianek, kminek.
Jajko roztrzepać. Ja zrobiłam osobno białko na sztywno i później dodawałam kolejne składniki.
Warzywa w tym czasie lekko podgotować na parze i schłodzić.
Wrzucać żółtka, warzywa i płatki- wymieszać łyżką.


Nakładać do foremek na muffinki i piec ok. 10 min w 170-180 st.




I gotowe!

Babeczki są odpowiednie dla osób na diecie:
bez mleka
bezglutenowej
bez pszenicy
bez soli
bez cukru
bez sody oczyszczonej
bez substancji spulchniających


niedziela, 31 stycznia 2016

leniwe niedzielne śniadanie

Słoneczko za oknem przwyitało mnie dziś na tyle miło że. Nawet zachciało mi się zrobić śniadanie inne niż zazwyczaj. Po odcyckaniu najmłodszego starszaka uraczyłam babą jaglaną i kremem czekoladowym. Jak rozpusta to rozpusta:) Potem zrobiłam szybką i leniwą sałatkę dla siebie. A w tle już się robiła surówka na obiad z buraczków i ogórów w mojej ukochanej maszynce do mielenia mięsa Zelmera. Polecam:)

A tutaj przepisik na leniwą kartofeln salat:

dzień wcześniej upiec ziemniaki ( wrzucić do piekarnika np. Z ciastem i zapomnieć na 1.5h. Ja wrzuciłam też owe buraki i pataty na krem czekoladowy i 3 dania robiły się same tak jak tygryski lubią najbardziej. :)
ogórek kiszony pokroić w kostkę razem z ziemniaczkami. Proporcja pół na pół. Doprawić koperkiem i rzeżuchą oraz ziołowym pieprzem. Polać olejem lnianym i gotowe:)


A potem z kremu czekoladowego na tort zrobiłam kanapki dla męża, które jakoś mu podjadłam:)

wegański krem czekoladowy z batatów:

daktyle namoczyć w wodzie przez ok. 10h
batata ugotować lub upiec
Zblendować z 2 łyżkami kakao np. Deco moreno i łychą oleju kokosowego lub z orzechów laskowych
dodać orzechy włoskie, laskowe czy nerkowca i zajadać krem do woli!
Ja użyłam do tortu czekoladowego, który niedługo trafi na bloga.
A dziś zjedliśmy resztki na kanapkach z chleba żytniego koniecznie dodając ukochane orzeszki na wierzch. Mniam:)

sobota, 23 stycznia 2016

zielone witaminy dla kazdej dziewczyny!

Ostatnio na czasie są bomby witaminowe. I bardzo dobrze bo to najlepszy sposób na każde choróbsko i na zachowanie zdrowia. Mnie stawia na nogi taki zielony zestawik:
garść jarmużu( 2 liście)
3 jabłka
4 gałązki natki pietruszki
ciut wody jeśli jabłka są mało soczyste.
I już gotowe! Wyciskamy w wyciskarce wszystko lub blendujemy i od razu konsumujemy.
Taki zestawik ma dużo witaminy C, Wit K1, wapnia no i ma właściwości dotleniajace krew co w ta przyduchę smogową ma dla mnie ogromne znaczenie bo fatalnie mi w mieście. Do tego stopnia, że porąbało nas i specjalnie na spacer pojechaliśmy za Poznań późnym wieczorem. No i trochę pomogło ale nadal odczuwam zmęczenie z niedotlenienia. Może jutro znowu jakiś głębszy las się zdarzy:)  

sobota, 9 stycznia 2016

Szybka babka nakrapiana bez mleka i jajek

Ostatnio moje dziecię każde ciasto nazywa babką, bo tak mu smakują właśnie te słodkie wypieki.
A że znowu była okazja na wyjście z gości to trzeba było zadbać o coś dla malucha, żeby miał po co sięgać ze stołu.

Babki drożdżowe to dla mnie szybki wypiek, bo najdłuższą robotę, czyli wyrastanie robią same drożdże a ja w  tym czasie robię śniadanie czy inne rzeczy w kuchni i w domu.

No i zdecydowanie nie jestem kucharką od miarki.  Większość moich dań to wrzucanki wymyślanki bez przepisu, zatem dostosuj się do jednej rady dotyczącej konsystencji:

Ciasto ma się jeszcze lać z miski, ale leniwie.

Zdjęcie zrobiłam niestety już po skonsumowaniu większości, bo czasu przed imprezką na takie zabawy zabrakło. A potem, jak wiadomo, samej babki;) Hihi.

Babka drożdżowa marchewkowo-czekoladowa z makiem

50 g drożdży (lub 7 g suchych)
pół szkl. soku marchewkowego
sok z połowy pomarańczy
cukier waniliowy (eko, z prawdziwą wanilią i cukrem trzcinowym)
500 g mąki - tym razem u mnie pszenna tortowa
łyżka maku niebieskiego niemielonego
łyżka kakao
3-5 łyżek oleju rzepakowego lub innego wg uznania.
cukier do smaku- jak dla dzieci to mniej, dla tradycjonalistów 3/4 szkl.
ja dałam trochę cukru trzcinowego, trochę miodu i trochę syropu z agawy.
No i woda. Około szklanki, ale zależy od mąki, ilości maku i tego ile się wleje tłuszczu. 


Wykonanie:
Drożdże świeże rozrobić w wodzie- (około 100ml) z odrobiną słodu i mąki i odstawić do wyrośnięcia.  Przy suchych drożdżach pomijamy ten etap bo drożdże wrzucamy bezpośrednio do mąki i mieszamy z innymi składnikami.

Mąkę wsypać do miski, dodać mak i cukier waniliowy i wymieszać. Posłodzić, wymieszać i dodać rozrobione drożdże, sok marchewkowy i pomarańczowy.
Dodać olej ( u mnie na oko) i energicznie mieszać pompując w ciasto dużo powietrza od spodu.
Dodawać pomalutku wodę- resztę tego co zostało z rozrobienia tak, aby ciasto jeszcze się lało ale było na granicy już z takim do wałkowania.

Podzielić ciasto na pół i do 1 części w innej misce dodać kakao i trochę wody dla równowagi i wymieszać.
Poczekać aż wyrosną około 15-30 min (zależy od drożdży, temp. i tego jak się mieszało).

Wlać do foremki najpierw kakaowe, potem jasne i jeszcze chwilkę niech sobie ciasto ruszy. Można oczywiście zmienić kolejność kolorów, lub jeszcze bardziej pokombinować.
Wstawić do rozgrzanego na 170-180 st piekarnika. Piec na dolnej półce ok. 35-40 min. (Czytaj szykujesz dzieci i siebie do wyjścia a ciasto piecze się tak długo aż Ci się przypomni, że się piecze i już musisz wyjść).

Smacznego!


piątek, 4 grudnia 2015

Chleb bez mleka

Kiedyś myśląc o składzie chleba nie przychodziło mi nic innego do głowy jak mąka, woda, drożdze, sól.
Jednak historia opisana we wpadkach troskliwej matki pokazała jak bardzo mogłam się mylić.
Dopiero mając dziecko uczulone na mleko odkryłam (niestety kosztem wysypki) jak mało jest chlebów bez wszelkich składników ponadto co podstawowe i konieczne, aby chleb powstał.

Wiem, że sporo mam karmiących oraz mam alergików same rozpoczynają wypiek chlebów. Ja także.
Nie zawsze jednak się chce, czasem fajnie jest móc też iść w gości i po prostu dać dziecku kanapkę nie bojąc się z jakiej piekarni wyszedł.

Zrobiłam maleńki rekonesans w swojej okolicy- Poznań i rejony Poznania i polecam wypieki z tych piekarni.
Na Targach Poznańskich na początku jesieni odbyły się targi Smaki Regionów.

Przy tej okazji zaprezentowało się wiele piekarni, z których część przekonywała, że ich chleby są bez mleka.

Potwierdzam. Młody, który obszedł wszystkie stoiska z pytaniem czy może coś spróbować wreszcie tak się zażerał chlebkiem, że pan z piekarni KUCZ podarował mu pyszny chlebek żytni.
zdjęcie pochodzi ze strony piekarni Kucz z Nowego Tomyśla

Gdzie kupić chleb bez mleka?

  • Piekarnia KUCZChleb żytni, bez mleka z tej piekarni można kupić w Almie w Starym Browarze oraz po poniższymi adresami:
Wiejska Zagroda, Raszkowska 13 Sumik
Krakowski Kredens, CG Malta
Kejk, Gdyńska 11, Koziegłowy
ProfiBT, Szkolna 10, Chyby
Strefa Zdrowia, Malwowa 162, Skórzewo
Wiejska Spiżarnia, Szkolna 6, Tarnowo Podgórne
Bio Budka, Orzechowa 5, Zalasewo

Sklepy firmowe: ul. Zbąszyńska 2 oraz Poznańska 9 w Nowym Tomyślu

  • Piekarnia bułeczka - Zagorzyn 16- wg zapewnień przedstawicieli wszystkie chleby są wyrabiane bez mleka. Tych nie testowałam
Prócz tych piekarni przetestowałam na Wojtku chlebek żytni na zakwasie z Lidla. Jest przepyszny i nie uczula małego. Minusem jest fakt, iż to produkt pozyskany z głębokiego mrożenia, czyli przeszedł kilkakrotnie obróbkę termiczną.


Zdjęcie pochodzi ze strony Lidla.

APEL do innych dociekliwych mamusiek:
Jeśli wiesz gdzie można dostać chleby bez mleka (bezglutenowe to inny temat, na kolejne posty) napisz w komentarzu. Bo okazuje się, że wcale nie łatwo poprosić o skład tych wypieków, które dostępne są na półkach piekarni. Jeśli Ci się uda- PISZ! Pomożemy nie jednej mamie;)

niedziela, 22 listopada 2015

Szybkie gotowe przekąski bez mleka

Coraz więcej mam boryka się z karmieniem swoich pociech ze względu na alergię na mleko.
Bo przecież prawie wszystko od pieczywa po wędliny ma w składzie mleko, laktozę, serwatkę, maślankę, mleko w proszku itd. itp.

A nie czarujmy się- nie zawsze jesteśmy w stanie zaplanować i zapakować wyżywienie na cały dzień zwłaszcza gdy idziemy w gości, wyjeżdżamy czy po prostu nie miałyśmy czasu.
Tutaj obwarzanki Damiecki, sezamki oraz kuleczki zrobione z masy marcepanowej,
obtoczone w kakao, wiórkach kokosowych czy oblane czekoladą na bazie oleju kokosowego.

Podpowiadam kilka gotowych przekąsek, które można kupić w większości sklepów i zawsze mieć pod ręką.

Przekąski te są świetne do zabrania w gości- gdy na stole roi się od niezdrowych chipsów czy zawierających mleko słodkości.


  • Najprostsze to chrupki kukurydziane. Najlepiej wybierać te bez soli, ale takie akurat nie w każdym sklepie dostaniemy. Sieć Żabka (prawie wszędzie jest 24 h/dobę, 7 dni w tyg. i w Święta) ma chrupki na pewno;) Mr Snaki (z ładnym białym pieskiem) smaczne, chrupiące i bez soli.
  • Wafle ryżowe- można jeść na sucho czy smarować zmiksowanymi owocami, dżemem lub miodem czy kremami warzywnymi. Polecam te bez soli.
  • Sezamki- jeśli dziecko może orzechy to sezam jest świetnym źródłem wapnia, którego dzieciom bezmlecznym może brakować. Niestety zawierają cukier, ale w końcu nasze pociechy i tak rezygnują z ciastek, torcików i innych powszechnych zapychaczy.
  • Bakalie- moje dziecko wszystkie nazwało na początku tworzenia własnego dialektu "mlelami" bo morele jadł najchętniej. Oczywiście zajada się żurawiną, rodzynkami, daktylami, śliwkami, morelami i niekiedy orzechami, choć te woli zmielone niż gryźć. Jest to też świetny pomysł na prezent dla dzieci bezmlecznych. Zwłaszcza jeśli szarpniemy się na artykuły bio, bez konserwantów.
  • Suszone owoce- dostępne w większości sklepów. Najlepsze są jednak robione w domu, gdy mamy czas i zapakowane w torebki przygotowane do zabrania ze sobą.
  • Marchewki, soki - zapakowane próżniowo marchewki czy jednodniowe soczki choć na chwilkę zaspokoją na szybko głód dziecka. A jak nie to przynajmniej uspokoją sumienie, że resztę zadania spełniły chrupki i inne zapychadełka;)
Inne gotowe słodycze bez mleka:
  • Obwarzanki firmy Damiecki
  • Precelki Krakowskie

Poza tymi szybkimi zaspokajaczami głodu warto nosić ze sobą banana, pokrojone jabłuszko czy marchewkę.

Warto także mieć w domu awaryjną puszkę a w niej upieczone przez siebie ciasteczka owsiane, pierniczki czy batoniki bakaliowe.

piątek, 20 listopada 2015

Czy obiad może się uśmiechać?

Nie odkrywam przed Wami Ameryki zachęcając do bawienia się w kuchni.
Nie zawsze mi się chce. Jednak radocha dziecka napędza do działania. No i zawsze, ale to zawsze wyjdzie coś innego.
Najłatwiej zacząć od układania buziek na talerzu czy kanapce z czegokolwiek. Marchewka może być uśmiechem, groszek oczkami, połówki ziemniaka to uszy itp. Im dalej w las zaczną pojawiać się zupełnie nowe pomysły.

A to miksuję ziemniaki z marchewką czy groszkiem, żeby:
a) dziecko zjadło obydwa warzywa
b) nadać inny kolor
c) zrobić inną formę na talerzu

innym razem lepię kulki z ryżu albo wyciskam przez różne przedmioty czy po prostu nożem i łyżką robię kształty- rybki, twarzy, samochodu.

Gdy latem na czasie była piaskownica i robienie bab, Wojtek wracając do domu wiedział, że w kuchni też się bawić może. Lepiliśmy baby z ryżu wykorzystując małe nabierki, miarki i miseczki.

A tutaj przykład z jednego obiadu, gdzie tatuś już dzwonił, że "jadą" wracając ze sklepu i miałam ciut więcej czasu na nakładanie zanim dotarli do stołu ;)


Do zabaw w kuchni zaliczają się także odpowiedzialne prace przy sprzęcie kuchennym.
Mi młodzieniec profesjonalnie obsługuje już większość urządzeń- od wyciskarki, przez blender czy szatkownicę do warzyw.

Wie, że można zrobić sobie krzywdę, pokazałam gdzie nie wolno paluszków wtykać i wie, że jak mówię, że pomogę to wolno wyrywać sprzętu z rąk. I dzięki temu, że pozwalam traktuje te zadania odpowiedzialnie i z radością.
A przy tym ja mam chwilę, żeby uszykować inne składniki czy posprzątanie.

Jak się przygotować do zabawy z dzieckiem w kuchni?

Przede wszystkim spokój. Tylko spokój nas uratuje. A żeby go mieć warto zanim zrobi się bałagan 
(gwarantuję, że będzie większy) zadbać o zabezpieczenie wszystkiego, co cenne. 


Szykujemy więc fartuszki- dla siebie i dziecka. Wykorzystujemy ceratkę, podkładki, folię malarską, które ułatwią późniejsze sprzątnięcie. Naczynia wybierajmy plastikowe i metalowe. Takie, które trudno zbić lub nam nie szkoda. 



Nie bójmy się dać dziecku szans na  uczenie odpowiedzialności. Mój dwulatek swobodnie posługuje się nożem i kroi "pyry i inne miękkie warzywa do zupy. Może nie wyjdzie piękna kostka, ale ten spokój przy przygotowywaniu posiłku dzięki współpracy! Zaaferowane dziecko nie żąda wyjścia na spacer, włączenia bajek czy innych atrakcji.
Oczywiście wybierajmy narzędzia bezpieczne- do krojenia miękkich warzyw wystarczy nóż do smarowania.

Skorzystajmy ze stojaków, taboretów, podnóżków, żeby ułatwić dziecku dostęp do stołu.

Ruszamy wyobraźnią i wykorzystujemy różne przedmioty jako foremki do układania jedzenia. Np. miarka po mleku tworzy idealne do buzi dziecka babki z ryżu.

Super okazją do zabawy jest wspólne pieczenie- na czasie będą teraz pierniki. Nie przegapcie tego momentu na spędzenie wspólnego czasu łącząc przyjemne z pożytecznym i jeszcze raz przyjemnym przy wspólnym podjadaniu;)
Skupienie...

Posypać pietruszką?











środa, 18 listopada 2015

błyskawiczne bułeczki marchewkowe z makiem wg. Doroty

Tak to juz jest, ze dopadl mnie stres. A jak stres to jem. A jak jem to gotuje i pieke dziwactwa.

Tym razem nie pokusilam sie o wlasne wymyslanie lecz zaintrygowal mnie przepis z BLW z facebooka. Pierwotnie buleczki byly kalafiorowe z cebula, ale w komentarzach zachwycilo mnie polaczenie marchewki z makiem. Na mak mam ostatnio szczegolna ochote- pewnie organizm domaga sie wapnia.

No i oto są.


Wyturlane między karmieniami pyszne bułeczki, które młodzieniec pochłonął jeszcze na ciepło a przy piekarniku dosłownie koczował.

Tym razem piekłam na mące pszennej, wg przepisu. Następtym na pewno spróbuję zrobić żytnio jakieś lub bezglutenowe;) Wszak marchewka i mak dają fajny posmak.

Ja pożerałam z hummusem zrobionym z cieciorki, tahini, nasion sezamu i ulubionych olejów. Wojtek uznał to masełko za deserek i wyjadał jeszcze zanim bułeczki wyskoczyły z pieca;)



Mamusiu? Już mogę? Mogę lizać? Mogę jeść?



A przepisik oryginału wygląda tak:- wybacz Doroto- kopiuj wklej;)

Kalafiorowo-cebulowe mini chlebki
Składniki:
250g mąki
7g suszonych drożdży
150 ml wody
30g miękkiego masła
2 małe różyczki kalafiora
Pół małej cebuli
Przygotowanie:
Mąkę, drożdże, masło, wodę i sól połączyć. Zagnieść ciasto. Ugniatać przez kilka minut. Następnie przykryć i odstawić w ciepłe miejsce na 30 minut. Ponownie zagnieść z dodakiem startego na tarce kalafiora i drobno pokrojonej cebuli. Ciasto podzielić na pół. Z każdego kawałka uformować rulon o grubości ok 2 cm. Kroić w podłużne paski o długości ok 5 cm. Wyłożyć na blachę, posmarować oliwą z oliwek. Piec w 200 stopniach przez ok 13-15 minut. 
I link do oryginału

Bułeczki marchewkowo-makowe:
Miałam złudzenie, że odbicie przy drożdżowym cieście się utrzyma...

Podmienienie na marchewkę polegało na zmieszanie maku z mąką na pierwszym etapie wyrastania.

A po wyrośnięciu dodaniu małej startej na najdrobniejszych oczkach marchewki- niezbyt wilgotnej. Potem na wyrobieniu na nowo, wyrośnięciu i reszta tak samo.

Ja też robiłam z drożdży świeżych, bo miałam tylko wcześniej trzeba było poczekać (czyli zjeść w międzyczasie owsiankę) aż one wyrosną ;)

Smacznego!

P.S. Wybaczcie brak polskich znaków na początku. Karmienie zabrało 1 rękę;)