Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdowie i odporność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdowie i odporność. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 stycznia 2016

zielone witaminy dla kazdej dziewczyny!

Ostatnio na czasie są bomby witaminowe. I bardzo dobrze bo to najlepszy sposób na każde choróbsko i na zachowanie zdrowia. Mnie stawia na nogi taki zielony zestawik:
garść jarmużu( 2 liście)
3 jabłka
4 gałązki natki pietruszki
ciut wody jeśli jabłka są mało soczyste.
I już gotowe! Wyciskamy w wyciskarce wszystko lub blendujemy i od razu konsumujemy.
Taki zestawik ma dużo witaminy C, Wit K1, wapnia no i ma właściwości dotleniajace krew co w ta przyduchę smogową ma dla mnie ogromne znaczenie bo fatalnie mi w mieście. Do tego stopnia, że porąbało nas i specjalnie na spacer pojechaliśmy za Poznań późnym wieczorem. No i trochę pomogło ale nadal odczuwam zmęczenie z niedotlenienia. Może jutro znowu jakiś głębszy las się zdarzy:)  

sobota, 31 października 2015

Winko czosnkowe czyli niezawodny sposób na przeziębienie

Jesień zawitała do nas na dobre...a na złe atakują nas teraz przeróżne choróbska.
Wahania temperatur, przesilenie jesienne sprzyjają podłapaniu infekcji.

Ale nie u nas.

Mamy tajną broń w postaci smacznego syropku, którego nie sposób nie polubić.
Mi się kojarzy z dzieciństwem, kiedy biłyśmy się z siostrami o to, żeby dostać ten syropek.
Mama wiedziała też jak go nam podawać. Zawsze towarzyszył temu kieliszek do likieru i zawsze sprawiała nam tym ogromną frajdę.

Moim chłopakom podaję go w mini kubeczkach do lekarstw. Gdybym podała w kubku- też by wypili wszystko. Jednak ze względu na niezbyt lekko strawny składnik, jakim jest czosnek nie polecam na raz pić aż tak dużej ilości.

A teraz do sedna.

TAJNY SKŁAD SYROPU NA ODPORNOŚĆ i na katar już też:


  • 2-6 ząbków czosnku
  • 1 pomarańcza
  • 1 cytryna
  • 2/3 kubka ciepłej przegotowanej wody
  • Łycha miodu 
Potrzebne:
  • słoik
  • wyciskarka do cytrusów
Wykonanie:


Czosnek obieramy i kroimy w plasterki, paski czy jak kto woli i wrzucamy do słoika. Zalewamy wodą i dodajemy miodu. Mieszamy do rozpuszczenia. Ja często korzystam ze słoika z końcówką miodu i zalewam ciepłą wodą. Wtedy nic się nie zmarnuje;)
Wyciskamy sok z cytryny i pomarańczy. Dodajemy do syropu.

I gotowe!

Pić 3-5x dziennie około 2 łyżki stołowe najlepiej po posiłku.

Dzięki pomarańczy i miodkowi czosnek staje się przyjemny w smaku i nie powinien przeszkadzać tym, którzy go nie lubią.

A efekt? U dzieci- błyskawiczny. W facetów-(ehę...) trochę dłużej trzeba kurować;) Wiadomo przecież, co oznacza przeziębienie i grypa u faceta;)



poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Bomba elektrolitowa na upały i przeciw skurczom

Ostatnio bombardują mnie w radio i telewizji reklamy preparatów magnezowych, potasowych i dedykowanych ściśle przeciw skurczom.

Przypadek?
Nie sądzę.

Wiadomo, że w upały zaczyna brakować nam minerałów a skutkiem tego jest osłabienie, rozdrażnienie no i uporczywe skurcze.

W grupie docelowej reklamowych ataków na łydki znajdują się także ciężarne. No więc i ja.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie poszukiwała więcej informacji na ten temat i ich nie przetestowała.
Na koniec będzie pyszny deserek, więc kto ma ochotę niech przewinie od razu do podniebiennych konkretów : )

Tak się składa, że zrobiłam sobie porównanie z poprzednią ciążą, w trakcie której brałam preparaty dla ciężarncyh i oprócz tego magnez z Vit. B6. Zanim jednak je przytoczę krótka notka o przyczynach skurczy.

Jakie są przyczyny skurczy łydek?

Główną przyczyną jest niedobór magnezu, na którego braku opiera się większość reklam.
Jednak dla prawidłowej gospodarki elektrolitów należy ograniczyć też sól a wzmocnić organizm zwiększoną podażą potasu oraz wapnia.

Drugą przyczyną może być ucisk na nerwy. Spotyka to głównie w nocy, gdy leżymy a kręgosłup lub biodra nie są odpowiednio podparte.

Porównanie metod naturalnych i medycyny konwencjonalnej w niedoborach magnezu, potasu i wapnia

Jak wyglądała sytuacja w pierwszej ciąży?
Skurcze łydek miałam okrutne, w nocy płakałam z bólu, W dzień nie mogłam prowadzić auta, bo groziło to wypadkiem. Jak wspomniałam brałam witaminy dla ciężarnych i do tego magnez. Bez skutku.

Za to teraz wyszukałam sobie alternatywne, naturalne źródła bogate w magnez, potas i wapń.
Pierwszą metodą było moczenie nóg w wodzie magnezowej, o której niebawem.
Zrobiłam kontrolę magnezu przy badaniu krwi i efekt był zaskakujący.
Ilość tego pierwiastka był tylko kilka jednostek niższy od maksymalnego. Ale to jeszcze przed upałami.
Te dopadły mój brzuch w trakcie gorących dni i burz. A potem przyszła kolej na łydki i płacz z bólu.
Pamiętając, że magnez w postaci pigułkowej g... daje a tylko pogarsza stan mojej wątroby zaczęłam węszyć.

Dodatkowo odkryłam, że w noce cieplejsze, gdy spałam na kołdrze i było mi mięciutko skurcze ustawały a nasilały się podczas siedzenia i leżenia na twardym.

Niezastąpione okazały się kąpiele magnezowe ale bezspornym HITem w tej walce o przetrwanie okazał się...

DESER ELEKTROLITOWY 

który jadam na śniadanie.

Składniki na 1 porcję:
  • pół avokado
  • pół średniogo jabłka
  • pół banana
  • łyżka soku z cytryny/limonki
  • plus cytryna do skropienia reszty avokado
Wykonanie:

Avokado przekroić na pół, (drugie pół skropić cytryną, żeby nie ciemniało i zostawić sobie na następny dzień). Wyjąć miąższ łyżką do miseczki. Jabłko oczyścić z szypułek,  banana obrać. Owoce wrzucić
do blendera, skropić łyżką soku z cytryny i zmiksować.

KONIEC FILOZOFII!

Bez wycieczek do apteki, pamiętania o połknięciu pigułki, czekaniu, aż cokolwiek z tej tabletki organizm raczy przyswoić (wątpliwe).

Dlaczego to działa?


Plasterek (a my jemy na niedobór połówkę) avokado zaspokaja 15% dziennego zapotrzebowania na magnez!
Do tego banan bogaty jest w potas, jabłuszko w witaminę C, wspierającą odporność i zwiększającą przyswajalność minerałów, w tym żelaza, które także w dużej ilości występuje w avokado.

Skurcze minęły i od dawna mnie nie atakują.
Na podkładkę medyczną w postaci morfologii jeszcze poczekam. Aż takim kamikadze, żeby się kłuć nadprogramowo nie jestem:P

Jednak czekajcie na aktualizację.

I niech oko Wam nie drży, a łydka śpi spokojnie!
Kasia



P.S. Dziękuję Agatko za sposób na przełknięcie avokado w przyjemniejszej niż guacamole postaci! ; )




 



czwartek, 23 lipca 2015

Własna herbatka lipowa

Nie wiem jak Wy, ale ja nie przeżyłabym zimy bez... herbatki lipowej.
Ten miodowy aromat, naturalna słodycz i orzeźwiające poczucie ugaszenia pragnienia- nie znalazłam innej herbaty, która by mi robiła tak dobrze.

A przy tym idealna jest na chłodne dni.

Niestety o chłodnych dniach trzeba pomyśleć w te upalne. Między końcem czerwca a końcem lipca wyszukujemy sobie lipę z dala od spalin, miejskiego zaduchu i taką, do której dosięgniemy. (Im dalej od miasta tym chłodniej i później zakwita).

Konkurując z bączkami i pszczółkami zbieramy kwiaty- jeszcze z pyłkiem.

Latem wystarczy, że położyłam zbiory na papierze śniadaniowym w pokoju zacienionym- wyschły następnego dnia i już zaparzałam swój ulubiony napar.

O niebo lepszy i bardziej aromatyczny od tego ze sklepu.

A na zachętę dodam, że torebeczka suszonych kwiatów lipy w sklepie kosztuje 7 zł.
A nasza- przemiły pachnący słodyczą spacer : )

Smacznego!

niedziela, 17 maja 2015

Naciągana sprawa...czyli co się mówi o napletku

Dziecko każdej matki jest idealne. A skoro idealne to idealna oczywiście jest męskość każdego synka.
I nagle...
idziemy do lekarza, pielęgniarki, chirurga dziecięcego i przy rutynowej kontroli dowiadujemy się, że nasz syn ma stulejkę, sklejkę i inne dziwnie brzmiące rzeczy i trzeba nacinać, naciągać, smarować, dziwować.
Zdjęcie z Wikipedii.
Nam też się to przytrafiło. Idziemy z inną sprawą do chirurga a on ogląda i mówi: proszę się zapisać na nacinanie napletka (dziecko nie ma jeszcze 2 lat). Mało tego. "Proszę sobie kupić maść znieczulającą" 100% płatną "bo my w szpitalu(!) nie mamy".
„Aha. Jeszcze trzeba iść do rodzinnego po skierowanie, bo bez skierowania nie mogę zrobić”.

Przerażeni idziemy czym prędzej do rodzinnego, żeby nam nie dał skierowania, bo przecież intuicyjnie wiemy, że wszystko jest ok.
Nigdy się nic nie babrało, kolor grzecznie nie czerwony, stanów zapalnych brak.

A rodzinny- ja mu to naciągnę. Bo potem to już późno i będzie pamiętał.
Proszę smarować maścią (sterydową- nie obojętną dla zdrowia) i przyjść po TYGODNIU.

Tydzień to trochę mało czasu nam się wydało na zmiękczenie naskórka, ale po drodze młody złapał jakąś infekcję jelitową więc kto by wtedy męczył dziecko dodatkowymi atrakcjami no i to ryzyko przy biegunce, że dojdzie do zakażenia. Maści nie zdążyliśmy wykupić a tu napotykamy sąsiadkę.

-W domu siedzimy, bo młodego szczypie fifolek, bo byliśmy na naciąganiu.- informuje.

Od słowa do słowa okazuje się, że pełno tam było też czterolatków.
Dlaczego? Bo panuje powszechna opinia, że do 4 roku życia ma już chłopczyk być gotowy do prokreacji a jego napletek w pełni schodzić do końca.
Więc bach! Wybija licznik 4 lat i ciach, ciach, ciągniemy na siłę, niech dziecko wie, co to przyjemność.

Nie jestem lekarzem i nie zamierzam udawać, że nim jestem, ale nie podoba mi się licznikowe podejście do dzieci. To jak dziecko nie zacznie chodzić tak jak mój młody w 10 miesiącu to znaczy, że trzeba go uznać za niepełnosprawnego? A może odwrotnie? Mam na siłę hamować moje dziecko, żeby pasowało do licznika rozwoju?

Ale to nie koniec. Jest nadzieja ; )
Przy okazji spotkania z sąsiadką dała mi maść do naciągania, bo im już niepotrzebna.
A że zawsze szukam ulotek itd. to weszłam na wujka google, na stronkę rządową o ulotkach ale przy okazji od razu z nazwą leku wyskoczył mi filmik.

BRAWO!!! BINGO!!! JESTEM W DOMU!!!

Pan doktor Piotr Gastoł, okazuje się jeden z nielicznych specjalistów w Polsce od spraw układu moczowego u dzieci naciąganiu, nacinaniu mówi zdecydowane NIE przy zdrowym fizjologicznie zakończeniu tej części ciała (oczywiście są też i przypadki zakażeń itd., ale najczęściej z braku higieny lub robienia czegoś właśnie na siłę). 


Musiałam się podzielić z Wami tym filmikiem, bo są zdjęcia, są tłumaczenia, cały wykład i moje kochane mamy mówcie zdecydowanie:

„Łapy precz od napletka mojego dziecka!”

niedziela, 1 lutego 2015

O zdrowiu słów kilka...subiektywnie

Każda mama chce jak najlepiej dla swojego malucha. 
W ciąży robi obszerną listę idealnego wychowania, obsługi dziecka i karmienia. 
Dopiero gdy maleństwo się pojawia, a zmęczenie i pęd życia wywiera dodatkową presję, lista ulega mocnej modyfikacji a my albo szalejemy z powodu wyrzutów sumienia, że nam się nie udało być tą "Idealną matką" albo rezygnujemy z postanowień zupełnie, chcąc ocalić swoją harmonię.

Z macierzyńskich obserwacji siebie i innych matek, tym przyszłym mogę powiedzieć:
"Idealna Matka" nie istnieje! Nie oczekuj więc od siebie naprawy otoczenia dla swego maleństwa.
Nie każda mama przecież może sobie pozwolić na karmienie piersią- np. przez konieczność powrotu do pracy czy zwyczajny brak pokarmu.

Nie każdej uda się wytrwać w postanowieniu nie dawania klapsów czy nieprzeklinania przy dziecku.
Ulegniesz, gdy zobaczysz jak patrzy na Ciebie oczami kotka, gdy widzi batonik, mimo sporej dawki słodkości wcześniej.
Czasem tak bywa. Nie możesz winić się codziennie za to czym bombarduje Was świat.
Jesteś idealną matką na Twoje możliwości i okoliczności. Ale jedna osoba dodać inne jedne osoby świat zmieniać już mogą : )

No i ja nie zgadzam się też z tym, co robi "dla nas" otoczenie- czytaj: rząd, koncerny, telewizja, prasa dla mam itd.
Poszukując odpowiedzi na swoje dolegliwości i mając syna "alergika" drążę.
Któż nie ma teraz dziecka "alergika"? Czy to przypadek?

Niby wiemy, że nie powinno się tego, czy tamtego. Ale te reklamy tak nas namawiają do zakupu jeszcze tej nowej czekoladki.
A tu zaraz Coca Cola ma najprawdziwszego Świętego Mikołaja z prezentami, a tam Danonki są najlepszym źródłem wapnia.

Zrezygnowałam z telewizji już dawno. Po kilku publikacjach o marketingu i neuromarketingu nie mogłam już spokojnie oglądać tego, co pomiędzy interesującym filmem. 

A potem przyszedł moment, który zadecydował. Lekarz kazał mi się pogodzić z "Atopowym Zapaleniem Skóry". 

A ja się z reguły nie godzę na godzenie z czymś co mnie wkurza, zatem wkurzona szukałam źródła.

Wiele czasu mi to zajęło.
Od wszelakich diet, przez odczulania metodami alternatywnymi aż do zielarki i detoksykacji.

Teraz, kiedy karmienie piersią i dieta dziecka zmobilizowały mnie do rygoru widzę poprawę w całym układzie. Dziecko ma się świetnie. Ja coraz lepiej.

Pomogły mi w tym m.in. zioła przepisane przez zielarkę na podstawie wyników badań i oceny stanu skóry,
oraz prosta dieta oczyszczająca.

Jednak przede wszystkim zrezygnowałam ze środków chemicznych, które dostarczałam codziennie swojemu organizmowi.
I to od niemowlęctwa. Analizując moje życie w cywilizacji wyglądało to tak:

Jako maluszek byłam króciutko karmiona piersią. Potem -chemiczne mleko
Malutko odporności od mamy i dawaaaaj szczepienia!
Wychodziły mi straszne atopowe rany na skórze. Nie umiałam się jeszcze podrapać a już było strasznie. No to smarujemy sterydem. Lata spania w rękawiczkach z paskudztwem na rękach, który powodował jeszcze większe pieczenie--->drapanie i rany.
Potem trochę podrosłam. A że dziadek uprawiał ogródek, jadłam pyszne zbiory. Dorosłam. Przez długi czas nie pamiętałam nocnych rękawiczek. Dziadek odszedł. Odeszły i zbiory. Częstsze infekcje, bóle stawów, kontuzje, "trądzik młodzieńczy" - czytaj chipsy, modne gazowane napoje, gorące kubki i inne pyszności. Efekt boom-u po pustkach w sklepach, zastąpionymi  pustką wartości odżywczych.
Wracają objawy atopii. I wyrok, z którym się nie zgadzam.
Dieta. Dieta inna. Dieta jeszcze inna. Wszystkie diety zawierały jednak coś, czego człowiek nie trawi na dłuższą metę. Bo tego się trawić nie da. Np. żółtego sera na pizzy.


Nie wygrałam jeszcze tej walki. Jednak efekty są. Znaczne. Dieta bez soli, bez paczkowanych, butelkowanych, puszkowanych produktów i nie z zalecaną dawką 5 porcji warzyw i owoców, ale oparta w 90% na owocach i warzywach. W 95% wegańska. 
Jestem człowiekiem społecznym, więc kilka procent to dobrodziejstwa smaku i przekleństwa cywilizacji jedzenia na mieście i w gościach wszystkiego. Jednak kilka miesięcy byłam uczciwa wobec siebie w 100% : )

I tym chciałam się podzielić i zainspirować młode mamy i przyszłe mamy, aby nie poddawały się w wyborach.
Jeśli ominiesz większość działów w markecie to już będziesz dzielna. Dasz sygnał do konieczności zmian w traktowaniu ludzi. Musimy zauważyć, że jesteśmy tuczeni jak kurczaki na farmach czy świnie i bydło w hodowlach. Różnica polega tylko i aż na tym, że możesz wybrać co włożysz do ust. Swoich i swojego dziecka.

A poniżej kilka źródeł cennych informacji do poczytania. (Mam tego znacznie więcej)


  • O tym co jemy, jak sterylnie żyjemy, co w siebie pakujemy i co z tego wynika



  • O tym, jak świat mógłby wyglądać, gdyby nie koncerny farmaceutyczne i lobby rządowe w sprawie nowotworów. Oraz remedium- dieta, która mnie wspiera w niefarmakologicznym łagodzeniu i zaniku objawów Atopowego Zapalenia Skóry. 


A poniżej strona, która potraktowała jedną z rad Gersona jako atut do promowania garnków. Każda próba jest dobra. 
  • O tym, co nasza skóra chłonie i jaki jest tego sens:

W tym miejscu dodam, że lata temu natknęłam się na tekst o konserwantach w kosmetykach. I jeden z nich powodował zapychanie porów a dodany był do serii kosmetyków na odetkanie porów! 
Przypadek czy must have? 

P.S. Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że myjąc twarz samą wodą pory się zwęziły i nie są tak zapchane...

  • Dla zjadaczy mleka ku walce z osteoporozą. Oraz dla mam karmiących piersią. Ja także upierałam się, że się nie da żyć bez mleka. Dało się i to nie tylko bez mleka ale i wyprowadzić dziecko z ostrej atopii  na twarzy w ciągu 2 miesięcy.

i na pocieszenie, że to jest do rozwiązania jak zawalczymy o naturalne środowisko i paszę dla krów:



Owocnych przemyśleń życzę i...nie dajmy się zwariować ; )

















niedziela, 11 stycznia 2015

Zielona bomba witamonowa zamiast mleka zastępczego- dla starszych dzieci

Wiele z mam, podobnie jak ja, szuka alternatywy dla mleka sztucznego.

W końcu dziecko duże, jeść potrafi a wciąż się boimy odstawić witaminy z puszki, bo przecież pewnie czegoś maluchowi niedostarczymy i co będzie.

Zatem polecam na lunch-yk taki deserek.

Potrzebne (porcja dla mamy i dziecka i coś jeszcze tacie skapnie):

  • 2 kiwi (uwaga- może uczulać. Wojtek na szczęście wcina równo.
  • banan
  • 2-3 liście jarmużu
  • jabłko
Wykonanie: 

Składniki umyć. Banana, kiwi i opcjonalnie jabłko obrać ze skórki. Rozdrobnić owoce i liście jarmużu, zmiksować w blenderze. Spożyć natychmiast po zrobieniu, żeby się niepotrzebnie nie utleniało i wytracało składniki.

Młody się zajada. Matka konsumuje lubieżnie. Ojciec próbuje zlizać resztki.

Dziś jeszcze ciocia się chciała załapać, posmakowała, pokusiłam, żeby odwiedzała nas częściej. W oku błyszczałą jej myśl o doznaniach podniebienia. 

Niestety z powody braku śladów spożycia przez wylizanie zdjęć brak. W sumie to też przez fakt, że chwilowo nie mam czym, bo syn także chciał zostać fotografem...

Wartość witaminowo-odżywcza:

jarmuż
  • wit. B2, B3, B6, C, K
  • beta-karoten
  • kwas foliowy
  • WAPŃ
  • żelazo
  • magnez
  • cynk
  • flawonoidy
  • glukozynolany (kiedyś wyjaśnię)
  • błonnik
Kiwi
  • wit. B3, C
  • beta-karoten
  • błonnik
  • niektóre źródła mówią o kwasie foliowym
Jabłko
  • substancje antynowotworowe
  • wit. C, 
  • flawonoidy
  • błonnik
Banan
  • wit. B3, B5, B6, C
  • biotyna
  • mangan
  • potas
  • magnez
  • błonnik
(banan ma dośc wysoki indeks glikemiczny)

Wariacje na tłuszcze i białko:

wariant 1
dodać np. fasolkę  adzuki (białko)
dodać kilka kropelek oleju lnianego nierafinowanego, na zimno tłoczonego 

wariant 2
dodać orzechy- białko i zdrowe omegi w jednym (ja małemu mielę w młynku do kawy, żeby się nie zachłysnął twardym).

wariant 3

dodać małą marchewkę surową - wit. A, E i inne dobrodziejstwa
kilka kropel oleju lnianego (nierafinowanego, na zimno tłoczonego).













czwartek, 1 stycznia 2015

Zabiegana mama...czyli jak przetrwać jelitówkę u dziecka i nie zwariować

Święta mnie nie rozpieściły a tuż po W. otrzymał prezent bonusowy. Grypa jelitowa mutant.

Nie muszę chyba wspominać, że Sylwester w domu to coś o czym marzy każda kobieta, pragnąca się raz do roku rozerwać wśród gadających poprawną polszczyzną znajomych twarzy.

No i mamy 1 dzień 2015 a choróbsko jak się trzymało młodego, tak się trzyma. Szósty dzień.

W życiu nie przeżyłam takiego oblężenia pieluch jak teraz a pralka wykonuje swą pracę na zwiększonych obrotach.

Jak jeszcze nie zwariowałam?

Jak tylko pojawiają się pierwsze objawy (u nas 1 dzień to wymioty, następne- na razie 5 to biegunka. Podobnie u kuzyna) posyłasz  kogoś po paczkę pieluch, żeby mieć w zapasie. W ostateczności poproś sąsiada, wezwij taksówkę, zamów przez sieci sklepów z dostawą do domu. COKOLWIEK.

Wyczytałam, że wirus nie ma konkretnego sposobu leczenia, jedynie objawowo łagodzenie skutków biegunki, jakim jest niebezpieczne odwodnienie. Potwierdziłą mi to nasza lekarka, "pocieszając", że objawy mogą się utrzymywać nawet 10 dni. Odliczamy. Większość za nami i że zarażamy się do tych 2 tygodni po ustąpieniu choroby. Dziękuję familyjo!

Dieta:

gotowane:
ziemniaki, ryż, kaszka kukurydziana, marchew
banan
chlebek pszenny, sucharki
chrupki kukurydziane, wafle ryżowe

Więcej o diecie można przeczytać tutaj

Dużo poić w maleńkich ilościach.

Z mleka- oszukuję dziecko drinkami z powyższych ziaren. Zrobiłam gęste mleko ryżowe (prawie kleik, byleby przeszedł przez butlę), mieszankę owsiano-kukurydzano-ryżową.

W mądrej książce dla mam wyczytałam, że nie podaje się niby glukozy i soli, ale od czasu do czasu podaję do napojów.

Cały czas podaję probiotyk. Np. Dicoflor czy Biogaja. Dostosuj do możliwości dziecka. Najlepiej bez laktozy.
Koleżanki podpowiadają też, żeby podawać Enterol, który ma w składzie drożdże. Pierwsze słyszę, możliwe że warto. Lecz dziecko gdy to dopisuję ma się już lepiej a rano dorwało i wylizało łychę po mieszaniu coasta drożdżowego, więc uznaję za dokarmione drożdżami : P

Gadżety chorobowe:


  • Uwielbiam siebie za decyzję zakupienia pieluszek wielorazowych. Polecam firmy Pluplu, bo mają dużo guziczków, albo takie na rzep, aby dopasować do rozmiarów ciałka. Dzięki temu tuż po ubraniu dziecka w pieluszkę nie wkurzam się tak bardzo, że w ciągu następnych 2 minut ubierania już muszę ją zmieniać znowu. 
  • Rękawiczki lateksowe/gumowe itp. Dostępne na każdym rogu większego osiedla w Insektowej sieci lub w najbliżśzej aptece/ Ważne, że szybko można nabyć zanim zedrzesz sobie naskórek od ciągłego mycia rąk chlorowaną i fluorowaną wodą z kranu. 
  • Maszyna do szycia- tak, tak. Jak tylko masz jakieś stare T-shirty to szybko może okazać się, że zaczniesz produkować getry na zmianę. Bajecznie porsty tutorial niebawem na Palecie Pomysłów.
  • Worki, woreczki, reklamówki, zrywki itp. Bez zbędnych słów -chodzi o zachowanie pożądanego  aromatu w Waszym domu.
  • Mydło, proszek/płyn do prania. 
  • Zapasowe papcie- zaskakujące, jak szybko się przydały.
  • Mąż/partner/babcia. Bardzo istotny gadżet.Ktoś kto będzie dzielił z Tobą niektóre przewijania lub chociaż wstawi pranie.
  • Ocet, detergent, spirytus  - do mycia powierzchni wszelakich. Głównie klamki, toaleta, wanna/nocnik/umywalka- tam gdzie myjesz dziecko z kupki.

Środki zaradcze farmakologiczne:

Jeśli będzie trzeba podaj elektrolity z apteki dopasowane do wieku dziecka. Ale właściwie to to samo co wsypać glukozę i sól do napoju. Przełknął z apetytem orsalit (niestety w aptece był tylko z  aromatem malinowym. (Dostał trochę wysypki na czole niedługo potem ale producent uprzedzał, że alergicy powinni dostawać bez dodatków).

Smecta

Coca-cola.

Dodam, że z tych mieszanek jedynie pierwszą moje dziecko weźmie do buzi.

Patent potwierdzony przez dwie mamy, Hanię i Magdę- kisiel z suszonych jagód. Dostępne w aptece. Kisiel robić trzeba samemu. Pewnie też kiedyś podlinkuję.


DOM jako pole walki

Połóż dziecko spać na specjalnym podkładzie, dostępnym w aptece lub drogerii.
Gdy nie masz więcej jak 2 komplety pościeli połóż na prześcieradło ręcznik, pieluszkę tetrową, coś co zabezpieczy prześcieradełko.

Podziel ubranka na 2 części. Gdy skończy Ci się jedna to znak, że musisz wstawić pranie, zanim druga zacznie się niepokojąco kurczyć. I tak rób na bieżąco dopóki nie skończy się ta udręka.

Zwiń dywan itp, chyba, ze zmieścisz do pralki. Mój gzub mimo choroby jest w super humorze i dogonienie go zanim zawartość pieluchy się rozpłaszczy jest niemożliwe. Super humor wynika z tego, że każda kupka oznacza dla niego kontakt z wodą. A za H2O to dziecię przepada. Zaczynamy mieć także podejrzenia o psychosomatyczne a nie wirusowe podłoże tej choroby.

Często wietrz dom, aby pozbyć się zarazków.

HIGIENA:

Pierwsza zasada uniknięcia odparzeń pieluszkowych to od razu przewijać dziecko. Po 5 dniach mogę śmiało powiedzieć, że się sprawdza. Gorzej było latem, ale wtedy nie mieliśmy takiego doświadczenia ; )

Używaj łagodnych środków do higieny. My nie używamy chusteczek, które zawierają całą tablicę Mendelejewa. Jedynie wata, woda, proste mydło szare.

Możesz zasypać pupę talkiem lub kartoflanką.

Zawsze chowaj, zamykaj pieluchy w worku i jak najczęściej wynoś śmieci.

Po każdym kontakcie z pieluchą myj dokłądnie ręce. To samo tyczy sie dziecka, jeśli masz chłopca i wiadomo gdzie wędrują łapki jak zdejmiesz pieluchę...

Więcej na temat unikania chorób tego pokroju już niebawem. Przeważnie nam się udaje. Dziecko niestety dotyka większej ilości rzeczy, zwierzaków i innych dzieci, które niekoniecznie mają wpojone zasady higieny osobistej, np. po korzystaniu z toalety. 


I tak na koniec rada NA ZAWSZE. Z rad siostry Anny G.

NIGDY, ale to PRZENIGDY nie wymawiaj głośno ani nie raduj się, że kosz na pranie robi się pusty a prasowanie także nie czeka.

Zawsze los z Ciebie zadrwi.