środa, 18 listopada 2015

błyskawiczne bułeczki marchewkowe z makiem wg. Doroty

Tak to juz jest, ze dopadl mnie stres. A jak stres to jem. A jak jem to gotuje i pieke dziwactwa.

Tym razem nie pokusilam sie o wlasne wymyslanie lecz zaintrygowal mnie przepis z BLW z facebooka. Pierwotnie buleczki byly kalafiorowe z cebula, ale w komentarzach zachwycilo mnie polaczenie marchewki z makiem. Na mak mam ostatnio szczegolna ochote- pewnie organizm domaga sie wapnia.

No i oto są.


Wyturlane między karmieniami pyszne bułeczki, które młodzieniec pochłonął jeszcze na ciepło a przy piekarniku dosłownie koczował.

Tym razem piekłam na mące pszennej, wg przepisu. Następtym na pewno spróbuję zrobić żytnio jakieś lub bezglutenowe;) Wszak marchewka i mak dają fajny posmak.

Ja pożerałam z hummusem zrobionym z cieciorki, tahini, nasion sezamu i ulubionych olejów. Wojtek uznał to masełko za deserek i wyjadał jeszcze zanim bułeczki wyskoczyły z pieca;)



Mamusiu? Już mogę? Mogę lizać? Mogę jeść?



A przepisik oryginału wygląda tak:- wybacz Doroto- kopiuj wklej;)

Kalafiorowo-cebulowe mini chlebki
Składniki:
250g mąki
7g suszonych drożdży
150 ml wody
30g miękkiego masła
2 małe różyczki kalafiora
Pół małej cebuli
Przygotowanie:
Mąkę, drożdże, masło, wodę i sól połączyć. Zagnieść ciasto. Ugniatać przez kilka minut. Następnie przykryć i odstawić w ciepłe miejsce na 30 minut. Ponownie zagnieść z dodakiem startego na tarce kalafiora i drobno pokrojonej cebuli. Ciasto podzielić na pół. Z każdego kawałka uformować rulon o grubości ok 2 cm. Kroić w podłużne paski o długości ok 5 cm. Wyłożyć na blachę, posmarować oliwą z oliwek. Piec w 200 stopniach przez ok 13-15 minut. 
I link do oryginału

Bułeczki marchewkowo-makowe:
Miałam złudzenie, że odbicie przy drożdżowym cieście się utrzyma...

Podmienienie na marchewkę polegało na zmieszanie maku z mąką na pierwszym etapie wyrastania.

A po wyrośnięciu dodaniu małej startej na najdrobniejszych oczkach marchewki- niezbyt wilgotnej. Potem na wyrobieniu na nowo, wyrośnięciu i reszta tak samo.

Ja też robiłam z drożdży świeżych, bo miałam tylko wcześniej trzeba było poczekać (czyli zjeść w międzyczasie owsiankę) aż one wyrosną ;)

Smacznego!

P.S. Wybaczcie brak polskich znaków na początku. Karmienie zabrało 1 rękę;)

sobota, 31 października 2015

Winko czosnkowe czyli niezawodny sposób na przeziębienie

Jesień zawitała do nas na dobre...a na złe atakują nas teraz przeróżne choróbska.
Wahania temperatur, przesilenie jesienne sprzyjają podłapaniu infekcji.

Ale nie u nas.

Mamy tajną broń w postaci smacznego syropku, którego nie sposób nie polubić.
Mi się kojarzy z dzieciństwem, kiedy biłyśmy się z siostrami o to, żeby dostać ten syropek.
Mama wiedziała też jak go nam podawać. Zawsze towarzyszył temu kieliszek do likieru i zawsze sprawiała nam tym ogromną frajdę.

Moim chłopakom podaję go w mini kubeczkach do lekarstw. Gdybym podała w kubku- też by wypili wszystko. Jednak ze względu na niezbyt lekko strawny składnik, jakim jest czosnek nie polecam na raz pić aż tak dużej ilości.

A teraz do sedna.

TAJNY SKŁAD SYROPU NA ODPORNOŚĆ i na katar już też:


  • 2-6 ząbków czosnku
  • 1 pomarańcza
  • 1 cytryna
  • 2/3 kubka ciepłej przegotowanej wody
  • Łycha miodu 
Potrzebne:
  • słoik
  • wyciskarka do cytrusów
Wykonanie:


Czosnek obieramy i kroimy w plasterki, paski czy jak kto woli i wrzucamy do słoika. Zalewamy wodą i dodajemy miodu. Mieszamy do rozpuszczenia. Ja często korzystam ze słoika z końcówką miodu i zalewam ciepłą wodą. Wtedy nic się nie zmarnuje;)
Wyciskamy sok z cytryny i pomarańczy. Dodajemy do syropu.

I gotowe!

Pić 3-5x dziennie około 2 łyżki stołowe najlepiej po posiłku.

Dzięki pomarańczy i miodkowi czosnek staje się przyjemny w smaku i nie powinien przeszkadzać tym, którzy go nie lubią.

A efekt? U dzieci- błyskawiczny. W facetów-(ehę...) trochę dłużej trzeba kurować;) Wiadomo przecież, co oznacza przeziębienie i grypa u faceta;)



czwartek, 27 sierpnia 2015

pomysł na zdrowe i lekkie śniadanie na lato

Jemy owsiankę.

Lekko, prosto i przyjemnie, bez chodzenia do sklepu po świeże pieczywo.
A jednak zaspokaja głód na znacznie dłużej niż chleb ze sklepu czy inne wynalazki piekarskie i nie odżywiającymi nas dodatkami.

W dzisiejszym wydaniu owsiankowym prezentuję zachciankowo-ciążową wersję owsianki.


Dla tych co mogą mleko- płatki owsiane gotujemy na mleku.
My gotujemy po prostu na wodzie.

Nakładamy na talerze, zasypujemy wymarzoną ilością malin, borówek czy porzeczek i płatków migdałowych.
Polewamy pysznym, świeżutkim miodem lipowym.

I wychodzi cud, miód, malina śniadanie:)

Bogactwo witaminy C, B, magnezu i ...pyszności : )

Smacznego : )

Kasia




poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Bomba elektrolitowa na upały i przeciw skurczom

Ostatnio bombardują mnie w radio i telewizji reklamy preparatów magnezowych, potasowych i dedykowanych ściśle przeciw skurczom.

Przypadek?
Nie sądzę.

Wiadomo, że w upały zaczyna brakować nam minerałów a skutkiem tego jest osłabienie, rozdrażnienie no i uporczywe skurcze.

W grupie docelowej reklamowych ataków na łydki znajdują się także ciężarne. No więc i ja.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie poszukiwała więcej informacji na ten temat i ich nie przetestowała.
Na koniec będzie pyszny deserek, więc kto ma ochotę niech przewinie od razu do podniebiennych konkretów : )

Tak się składa, że zrobiłam sobie porównanie z poprzednią ciążą, w trakcie której brałam preparaty dla ciężarncyh i oprócz tego magnez z Vit. B6. Zanim jednak je przytoczę krótka notka o przyczynach skurczy.

Jakie są przyczyny skurczy łydek?

Główną przyczyną jest niedobór magnezu, na którego braku opiera się większość reklam.
Jednak dla prawidłowej gospodarki elektrolitów należy ograniczyć też sól a wzmocnić organizm zwiększoną podażą potasu oraz wapnia.

Drugą przyczyną może być ucisk na nerwy. Spotyka to głównie w nocy, gdy leżymy a kręgosłup lub biodra nie są odpowiednio podparte.

Porównanie metod naturalnych i medycyny konwencjonalnej w niedoborach magnezu, potasu i wapnia

Jak wyglądała sytuacja w pierwszej ciąży?
Skurcze łydek miałam okrutne, w nocy płakałam z bólu, W dzień nie mogłam prowadzić auta, bo groziło to wypadkiem. Jak wspomniałam brałam witaminy dla ciężarnych i do tego magnez. Bez skutku.

Za to teraz wyszukałam sobie alternatywne, naturalne źródła bogate w magnez, potas i wapń.
Pierwszą metodą było moczenie nóg w wodzie magnezowej, o której niebawem.
Zrobiłam kontrolę magnezu przy badaniu krwi i efekt był zaskakujący.
Ilość tego pierwiastka był tylko kilka jednostek niższy od maksymalnego. Ale to jeszcze przed upałami.
Te dopadły mój brzuch w trakcie gorących dni i burz. A potem przyszła kolej na łydki i płacz z bólu.
Pamiętając, że magnez w postaci pigułkowej g... daje a tylko pogarsza stan mojej wątroby zaczęłam węszyć.

Dodatkowo odkryłam, że w noce cieplejsze, gdy spałam na kołdrze i było mi mięciutko skurcze ustawały a nasilały się podczas siedzenia i leżenia na twardym.

Niezastąpione okazały się kąpiele magnezowe ale bezspornym HITem w tej walce o przetrwanie okazał się...

DESER ELEKTROLITOWY 

który jadam na śniadanie.

Składniki na 1 porcję:
  • pół avokado
  • pół średniogo jabłka
  • pół banana
  • łyżka soku z cytryny/limonki
  • plus cytryna do skropienia reszty avokado
Wykonanie:

Avokado przekroić na pół, (drugie pół skropić cytryną, żeby nie ciemniało i zostawić sobie na następny dzień). Wyjąć miąższ łyżką do miseczki. Jabłko oczyścić z szypułek,  banana obrać. Owoce wrzucić
do blendera, skropić łyżką soku z cytryny i zmiksować.

KONIEC FILOZOFII!

Bez wycieczek do apteki, pamiętania o połknięciu pigułki, czekaniu, aż cokolwiek z tej tabletki organizm raczy przyswoić (wątpliwe).

Dlaczego to działa?


Plasterek (a my jemy na niedobór połówkę) avokado zaspokaja 15% dziennego zapotrzebowania na magnez!
Do tego banan bogaty jest w potas, jabłuszko w witaminę C, wspierającą odporność i zwiększającą przyswajalność minerałów, w tym żelaza, które także w dużej ilości występuje w avokado.

Skurcze minęły i od dawna mnie nie atakują.
Na podkładkę medyczną w postaci morfologii jeszcze poczekam. Aż takim kamikadze, żeby się kłuć nadprogramowo nie jestem:P

Jednak czekajcie na aktualizację.

I niech oko Wam nie drży, a łydka śpi spokojnie!
Kasia



P.S. Dziękuję Agatko za sposób na przełknięcie avokado w przyjemniejszej niż guacamole postaci! ; )




 



czwartek, 23 lipca 2015

Własna herbatka lipowa

Nie wiem jak Wy, ale ja nie przeżyłabym zimy bez... herbatki lipowej.
Ten miodowy aromat, naturalna słodycz i orzeźwiające poczucie ugaszenia pragnienia- nie znalazłam innej herbaty, która by mi robiła tak dobrze.

A przy tym idealna jest na chłodne dni.

Niestety o chłodnych dniach trzeba pomyśleć w te upalne. Między końcem czerwca a końcem lipca wyszukujemy sobie lipę z dala od spalin, miejskiego zaduchu i taką, do której dosięgniemy. (Im dalej od miasta tym chłodniej i później zakwita).

Konkurując z bączkami i pszczółkami zbieramy kwiaty- jeszcze z pyłkiem.

Latem wystarczy, że położyłam zbiory na papierze śniadaniowym w pokoju zacienionym- wyschły następnego dnia i już zaparzałam swój ulubiony napar.

O niebo lepszy i bardziej aromatyczny od tego ze sklepu.

A na zachętę dodam, że torebeczka suszonych kwiatów lipy w sklepie kosztuje 7 zł.
A nasza- przemiły pachnący słodyczą spacer : )

Smacznego!

wtorek, 30 czerwca 2015

Sposób na sprzątanie

Moje dzieci mają niezwykły talent do robienia bałaganu (Wasze też?) i miliony wymówek, żeby nie sprzątać. A odkąd po przeprowadzce mają wspólny pokój, boję się tam wchodzić :)
Na szczęście od czasu do czasu zbieram się jednak na odwagę i zarządzam wielkie porządki. Za każdym razem próbuję też na początku starymi sposobami- "Liczę do trzech!" (I co potem?), "Bo nie pojedziecie do babci na noc!" (Taaaa, a kto by się z tego bardziej cieszył niż dzieci?...), "Nie dostaniecie obiadu, dopóki nie posprzątacie!" (Wymiękam po pierwszym "Głodni, mamusiu"). Im bliżej wieczora, tym bardziej jestem poirytowana bałaganem, który nie znika. Ostatecznie, przypominam sobie, że najskuteczniej jest zamienić sprzątanie w zabawę i staram się za każdym razem wymyślić nową.
Dzisiaj poskutkowało jednak liczenie....do 5 :)

Jak to zrobiłam?
Na dobry początek wzięłam miotłę i zgarnęłam bałagan na kupkę, na środku pokoju. Nie przejmowałam się, że wymieszałam tam zabawki, stare sprawdziany Julki, rysunki przedszkolne Krzysia, majtki, skarpetki, porannik, ochraniacze na kolana, książeczki i suchą bułkę. Trudno.
Po zrobieniu zgrabnej kupeczki, wzięłam worek na śmieci i wyjaśniłam dzieciom zasady gry. Licze do 5 i jeśi w tym czasie do worka nie trafi żaden śmieć, zabieram z kupki wybraną (przeze mnie- to istotne :)) rzecz i wyrzucam do śmieci. Załapali od razu i po 10 minutach na podłodze nie było już żadnych śmieci. A wszystko ze śmiechem i bez nerwów. Ja tylko siedziałam z workiem i liczyłam...do 1 :)

Kiedy na kupce zostały już tylko och rzeczy, musiałam zmienić zabawę na inną. Wzięłam pusty pojemniczek i wrzuciłam do niego kilka rzeczy z podłogi (zaczęłam od tych największych, żeby od razu było widać efekty sprzątania- to ich zawsze motywuje) i powiedziałam, że od momentu, kiedy postawię pojemniczek na podłodze mają czas aż doliczę do 5, żeby pochować wszystkie te rzeczy na swoje miejsca. W przeciwnym razie wyrzucam je do śmieci. I znowu było dużo śmiechu i zabawnych komentarzy. A po chwili w pokoku zapanował porządek.

I dzięki temu wspaniałemu pomysłowi (mojemu, żeby nie było, że ściągnęłam :)), od jutra mam kilka dni wolności, bo starszaki jadą do dziadków na wakacje.
Minus jest tylko taki, że naszą wakacyjną szkołę zaczniemy z opóźnieniem. Ale brałam to pod uwagę, bo moje dzieciaki są już takie powsinogi i w każde wakacje muszę odwiedzić całą rodzinę :D

sobota, 20 czerwca 2015

Weekendowe szaleństwa czyli wegańska pizza bezglutenowa

Wczoraj piątek, piątunio, a jak piątek to weekendu początek!
A jak weekend to i pizza!

tym razem postanowiłam ulec mojemu szkrabowi i na  słodkie "tes ceee" odpowiedzieć pizzą wegańską i bezglutenową.

Efekty?

Ciasto rewelacja, sosik fenomenalny a, że na części pizzy sera nie było to się wytnie i zje jak jest się bezmlecznym prawie dwulatkiem ;)

Wykonanie na oko wedle mej intuicji, bo ząb już czekał a nawet otwarta i marudna paszcza:

CIASTO:

  • na oko 300 g mąki owsianej
  • ok. 50 g mąki gryczanej
  • ok. pół szklanki skrobii ziemniaczanej
  • 7-8 łyżek oleju rzepakowego lub oliwy z oliwek (dobrze dodać smakowej)
  • niecała łyżka soli
  • pół kostki drożdży świeżych lub suchych- wtedy chyba paczka
  • łyżeczka cukru trzcinowego na rozruch drożdży
  • ok. 400 ml wody
SOS (także własnej inwencji- proszę o nadmienienie przy kopiowaniu):
  • koncentrat pomidorowy
  • zioła prowansalskie
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • 2-3 łyżko oleju/oliwy
  • trochę wody
  • szczypta soli
  • oregano
  • papryka słodka
Wykonanie

Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie (ok. 50ml), dodać cukier i trochę mąki. Poczekać aż wyrosną.
Mąki zmieszać z solą, dodać olej i rozczyn i stopniowo dodawać wodę mieszając. Konsystencja powinna być jak na bułki, makowiec itp, żeby dało się ugnieść.
Zostawić do wyrośnięcia. Mąki nie pszenne rosną trochę dłużej. U mnie czekały aż się dziecko obudzi, żeby nie psuć mu frajdy.

Sosik robimy z koncentratu (u mnie słoiczek Pudliszek w Biedronki- jest ciut większy niż w innych sklepach).
Ze słoiczka wypłukałam resztkę wodą- dzięki temu konsystencja zrobiła się bardziej sosikowa, a smak nie stracił zbyt wiele. Dodałam zioła prowansalskie i resztę przypraw. Ważny jest olej i cukier.

Na rozłożone mokrymi dłońmi ciasto wysmarowane naszym pysznym sosem dodajemy ulubione składniki. U mnie szparagi, pomidory, brokuły, cukinia, papryka.

Dla nie wegan- posypujemy serem żółtym
Dla wegan- posypujemy serem sojowym itp.
Dla tych na diecie- jemy samą pizzę z dodatkami : )
I tak jest pycha!

Pieczemy w rozgrzanym piekarniku na 170-180 st ok 15-20 min. 


Smacznego, smaczniastego! Kasia : )


Try to make a vegan and gluten free pizza!