wtorek, 24 marca 2015

To ci targ! Czyli wpadki troskliwej matki cz.1

Idealny rodzic codziennie planuje idealny dzień dla swojego idealnego potomstwa.

Szkoda, że w rodzicielstwie nie istnieje ani idealny rodzic, ani idealne dziecko, a już tym bardziej nie dzień...

Wychodzimy ze szpitala po ostatnich perypetiach mniej idealnej matki.
Na pozór idealne warunki by poczuć się jak w niebie, na którym pięknie mieni się słońce, ogrzewając spragnione wiosny ciała, ciepłą lecz rześką aurą.

Nic dodać, nic ująć.

Dziecko wesołe, rodzic "odetchnięty" z ulgą, po opuszczeniu ciasnych ścian, spacerują do daleko zaparkowanego samochodu.

Przechodzimy przez Stary Browar a małżowin, tknięty niezaspokojonym apetytem, zatrzymuje się przy stoisku wypieków a la domowe.

Pięknie! Woła mnie, bo chlebek ryżowo-kukurydziany nie ma glutenu a młody ma lekką dietę zachować.

Super. Piekę chleby, takiego zestawu mąk nie używałam jeszcze, chleb z degustacji wcinamy równo.
Myślę sobie- mówiła ryżowo-kukurydziany, więc dodaję w głowie to co wykańcza składniki chleba- wodę, sól, drożdźe i wszystko na pozór gra.

Cena powala na kolana, ale czego nie robi się dla dziecka. BIORĘ!

Nie zdążamy po drodze do domu do sklepu, bo popędzam męża- brzuch mnie boli. Chyba mnie będzie czyścić.

Dojeżdżamy- ja akcja błysk toilette a młody akurat się zdrzemnął.

Mówię sobie w mękach- z nerwów, z tych przeżyć ostatnio- teraz organizm się wyładował.

Ale młody ledwo się budzi- wysypka, którą skutecznie zlikwidowano w szpitalu kroplówką z Calcium.
Do tego ostry ryk. Ewidentnie boli go brzuszek.

Od razu chwytam za lapka--------> internet ----->targ------->telefon
i PYTAM. Odzywa się chyba szefowa.

JA:-Czy do tego chleba bezglutenowego dodajecie mleko?
-Czasami mleko w proszku, ale bez laktozy, bo jestem uczulona.
JA:-No tak, ale laktoza to nie to samo co białko mleka. Laktoza to cukier a moje dziecko jest uczulone na mleko. Czy w tym chlebie jest mleko?
-Mleko w proszku bez laktozy i margaryna z lecytyną (zapewne sojową--->soja od 3 roku życia...)
JA:-Wie Pani co? Rozumiem dbałość o recepturę itd, ale myślę, że powinnyście dodawać listę składników.
-Bardzo Panią przepraszam. Życzę zdrowia.

Pięknie. Przeprosiny zlikwidują wysypkę...

Co zrobić z takimi targami? Człowiek chce dobrze, nie ze sklepu, gdzie ulepszacze, sracze. A tu sprzedawca nie wie co sprzedaje.
Ja spytałam czy jest czarnuszka, (bo jest wczesnoporonna) w chlebie z ziarenkami, bo były jakieś czarne.
Także zero odpowiedzi, bo przecież piecze piekarz a nie sprzedawczyni.

WNIOSEK:

  • bezczelnie pytać o receptury. Nie podadzą- nie kupować (zwłaszcza za takie horrendalne stawki).
  • najlepiej zabierać ze sobą termos z jedzeniem dla dziecka, chrupki, banany- co tam może i taszczyć prowiant zawsze i wszędzie ze sobą.
  • Nie ulegać głodowi męża

Mądra matka po szkodzie. Niestety dziecka szkodzie...


A TU ZAJAWKA ZDJĘCIOWA NA PRAWDZIWIE DOMOWY, NIEULEPSZANY, PROSTY CHLEB GRYCZANY, WYTRAWNY. BEZ BÓLU BRZUCHA;)
Przepis niebawem.


P.S. Tatę też dopadł ból brzucha, więc nie upiekło mu się też za dobrze. Może też się nieco opamięta




piątek, 13 marca 2015

Zupa dla niejadka w kolorze pomarańczy

Moje dziecię nie przepada za warzywami, które akurat mam pod dostatkiem. Jest sporo marchewki z ogródka to akurat ma ochotę na buraczka czy brokuła i odwrotnie.

Postanowiłam więc przemycić nieco marchewki w wersji niemarchewkowej.

Danie pochłonął z 4 dokładkami i dla taty nie zostało...

Przepis na zupę marchewkową dla dzieci:

Przepis dla diety bezglutenowej, bezjajecznej, bezmlecznej, wegańskiej, wegetariańskiej, niskotłuszczowej

  • 6 średnich marchewek
  • 1 ziemniak
  • 1 cebula (średnia lub duża)
  • 1 biała pietruszka (czyli korzeń)
  • 1-2 cząstki pomarańczy (resztę podjadamy w trakcie robienia)
  • płatki migdałowe
  • plasterek imbiru wielkości paznokcia u kciuka (mamy, nie dziecka)
Marchewki i pietruszkę obrać lub tylko porządnie umyć (skórka jest zdrowa, jak z eko upraw) i pokroić w plasterki. 
Ziemniaka obrać, pokroić w kostkę.
Cebulkę drobno posiekać, aby puściła trochę soku.
Wrzucić do rondelka i zeszklić lekko. (Można zrobić to na tłuszczyku, ale ja wolę szybko dodać wodę a do gotowej zupki olej lniany nierafinowany, tłoczony na zimno).
Zalać wodą- około 400-500 ml.
Wrzucić marchewki i pietruszkę. Od zagotowania się wody gotować około 5 minut.
Dodać ziemniaka i dalej gotować ok.15min aż warzywa zmiękną.
Pod koniec gotowania wycisnąć imbir w prasce do czosnku.
Zdjąć z ognia.
Zgnieść 1-2 cząstki pomarańczy i porwać na kawałki. Dorzucić do zupy.

Całość zmiksować.

Podawać z płatkami migdałowymi uprażonymi na rozgrzanej patelni lub w piekarniku.

Można ozdobić zielonymi listkami mięty, melisy czy kolendry.

Smacznego!



niedziela, 15 lutego 2015

Pyszne pączki bez jaj i mleka na Tłusty Czwartek, Ostatki czy Podkoziołek

Mniam, mniam.

Jak trudno pisać o pączkach, gdy się już skończyły.
Ale nic straconego, bo przepisik jest banalnie prosty!
Idealny dla mam karmiących, osób z alergią na jaja i mleko i będących na takowej diecie.

Kłamstwem, ale jakże słodkim, byłoby mamienie Was i siebie, że te pączki są zdrowe.
Niestety. Te zdrowe, po przyjrzeniu się przepisom nazywają się "ciastka wegańskie, z ziarnami, bez wszystkiego i bez tłuszczu" i smakują jak "ciastka wegańskie, z ziarnami, bez wszystkiego i bez tłuszczu".

A przede wszystkim NIE wyglądają jak pączki. A odwiedziny u mamy w TŁUSTY CZWARTEK na pączkach tradycyjnych, z młodym alergikiem oznaczałoby awanturę przy stole. I smutne serce matki.

Wyłamałam się więc z unikania pszenicy i cukru i zrobiłam prawdziwe pączki, pączusie!



Pączki miały być jak najmniejsze- łatwe do chwycenia w małą rączkę, wydające się być w dużej ilości (dzieci lubią liczyć ile zjadły a "duuuużo" je satysfakcjonuje. Wielkość mniej ważna).



A oto przepis na pączki bez jaj i mleka będący moim miksem różnych przepisów m.in. z Wielkiego Żarcia :

  • 500 g mąki (u mnie 450)
  • 50 g drożdży
  • 1 i 1/2 szkl. ciepłej wody
  • 1/3 szkl cukru- u mnie trzcinowy
  • 2 łyżki alkoholu (zmniejsza wchłanianie tłuszczu).
  • 1/3 szkl. oleju
  • olej/smalec do smażenia- dużo. Litr jak nic zejdzie oleju. Smalcu pewnie ze 3 kostki.
  • Opcjonalnie dodać np. cynamon, wanilię kakao itp.
  • Ulubione nadzienie: marmolada różana, masa czekoladowa, adwokat itp.
Drożdże rozetrzeć z cukrem i odstawić w ciepłe miejsce.
Mąkę przesiać, wymieszać z cukrem. Dodać zaczyn, ciepłą wodę i olej.
Zagnieść ciasto nie dusząc tylko spulchniając wtłaczanym powietrzem. Najlepiej mokrą ręką lub natłuszczoną oliwą.
Zostawić na chwilkę do wyrośnięcia.

W tym czasie rozpocząć rozgrzewanie oleju.

Ciasto rozłożyć na stolnicy i rozwałkować.
Wykrawać krążki (u mnie średnica ok 4 cm) i poczekać aż lekko podrosną.


Opcje wykrawania i nadziewania pączków:

  • Opcja 1:sza- trudniejsza (łatwiej się topią, wylatuje wsad itp.)

Nakładać nadzienie na 1 krążek i sklejać drugim.

  • Opcja 2ga:- łatwiejsza i bez sensu (o czym się przekonałam w trakcie)

Robienie piętrowego pączka bez nadzienia, usmażenie i nadziewanie szprycą.

  • Opcja 3-cia- Mądra bardzo. Formowanie kulek i szprycowanie po usmażeniu.

Ostatecznie żeby otrzymać mały rozmiar smażyłam i kulki i pojedyncze krążki i szprycowałam póki są ciepłe.

Wrzucać na rozgrzany olej. Ja wrzuciłam 1 krążek jak pojawiły się bąbelki. (Za wcześnie). Olej musi zacząć lekko pachnieć.


Pączki odwracać dopiero gdy usmażą się z 1 strony. Ja smażyłam w głębokiej patelni, aby była duża powierzchnia i łatwo się wyciągało. 


Sypać cukrem, lukrować, polewać, nadziewać!
Tutaj dżemik morelowy (moje dziecko woła już przecudnie "mlele").



A tutaj nadzienie czekoladowo gruszkowe z nutką pomarańczy. Przepisik zaktualizuję niebawem.


Jak tylko wrzuciłam pączki na patelnię dziecko zaczęło skandować "am, am" i "Jeśś" gdybym nie zrozumiała pierwszego. Więc dostało pierwszego. Tej partii nie udało się sfotografować...ekhm. 




Ponieważ tego dnia mieliśmy się obżerać pączkami u mamy postanowiłam zakończyć na dwóch partiach i resztę, bo bożemu upiec jako zdrowsze drożdżówki na jutrzejsze leniwe śniadanie. (Leniwe, bo dziecko je w samotności a my z szafki nocnej podajemy mu zakąski przygotowane wieczorem, co daje nam do godziny drzemania dłużej).

Rozwałkowałam ciasto i posmarowałam reszta dżemu. Posypałam kakao i mąką migdałową i wymieszałam.


Zrobiłam rulon, odczekałam aż podrośnie i pokroiłam w plastry grubości 12 mm.

Włożyłam na papier do pieczenia i do nagrzanego do 180 st piekarnika. Aaa! I posmarowałam wodą.

Upiekły się szybciej niż jajeczno-mleczne. Bo ten kolor uzyskałam po ok. 10 min na termoobiegu.

Obawiając się zakalca, otrzymałam jeszcze z 7 minut w piekarniku na niższym piętrze.

Wyszły smaczne, choć nieco suche. Trzeba by więcej mokrego dodać do ciasta. Najlepiej masła. Mniam, jeśli kto może;)


niedziela, 1 lutego 2015

O zdrowiu słów kilka...subiektywnie

Każda mama chce jak najlepiej dla swojego malucha. 
W ciąży robi obszerną listę idealnego wychowania, obsługi dziecka i karmienia. 
Dopiero gdy maleństwo się pojawia, a zmęczenie i pęd życia wywiera dodatkową presję, lista ulega mocnej modyfikacji a my albo szalejemy z powodu wyrzutów sumienia, że nam się nie udało być tą "Idealną matką" albo rezygnujemy z postanowień zupełnie, chcąc ocalić swoją harmonię.

Z macierzyńskich obserwacji siebie i innych matek, tym przyszłym mogę powiedzieć:
"Idealna Matka" nie istnieje! Nie oczekuj więc od siebie naprawy otoczenia dla swego maleństwa.
Nie każda mama przecież może sobie pozwolić na karmienie piersią- np. przez konieczność powrotu do pracy czy zwyczajny brak pokarmu.

Nie każdej uda się wytrwać w postanowieniu nie dawania klapsów czy nieprzeklinania przy dziecku.
Ulegniesz, gdy zobaczysz jak patrzy na Ciebie oczami kotka, gdy widzi batonik, mimo sporej dawki słodkości wcześniej.
Czasem tak bywa. Nie możesz winić się codziennie za to czym bombarduje Was świat.
Jesteś idealną matką na Twoje możliwości i okoliczności. Ale jedna osoba dodać inne jedne osoby świat zmieniać już mogą : )

No i ja nie zgadzam się też z tym, co robi "dla nas" otoczenie- czytaj: rząd, koncerny, telewizja, prasa dla mam itd.
Poszukując odpowiedzi na swoje dolegliwości i mając syna "alergika" drążę.
Któż nie ma teraz dziecka "alergika"? Czy to przypadek?

Niby wiemy, że nie powinno się tego, czy tamtego. Ale te reklamy tak nas namawiają do zakupu jeszcze tej nowej czekoladki.
A tu zaraz Coca Cola ma najprawdziwszego Świętego Mikołaja z prezentami, a tam Danonki są najlepszym źródłem wapnia.

Zrezygnowałam z telewizji już dawno. Po kilku publikacjach o marketingu i neuromarketingu nie mogłam już spokojnie oglądać tego, co pomiędzy interesującym filmem. 

A potem przyszedł moment, który zadecydował. Lekarz kazał mi się pogodzić z "Atopowym Zapaleniem Skóry". 

A ja się z reguły nie godzę na godzenie z czymś co mnie wkurza, zatem wkurzona szukałam źródła.

Wiele czasu mi to zajęło.
Od wszelakich diet, przez odczulania metodami alternatywnymi aż do zielarki i detoksykacji.

Teraz, kiedy karmienie piersią i dieta dziecka zmobilizowały mnie do rygoru widzę poprawę w całym układzie. Dziecko ma się świetnie. Ja coraz lepiej.

Pomogły mi w tym m.in. zioła przepisane przez zielarkę na podstawie wyników badań i oceny stanu skóry,
oraz prosta dieta oczyszczająca.

Jednak przede wszystkim zrezygnowałam ze środków chemicznych, które dostarczałam codziennie swojemu organizmowi.
I to od niemowlęctwa. Analizując moje życie w cywilizacji wyglądało to tak:

Jako maluszek byłam króciutko karmiona piersią. Potem -chemiczne mleko
Malutko odporności od mamy i dawaaaaj szczepienia!
Wychodziły mi straszne atopowe rany na skórze. Nie umiałam się jeszcze podrapać a już było strasznie. No to smarujemy sterydem. Lata spania w rękawiczkach z paskudztwem na rękach, który powodował jeszcze większe pieczenie--->drapanie i rany.
Potem trochę podrosłam. A że dziadek uprawiał ogródek, jadłam pyszne zbiory. Dorosłam. Przez długi czas nie pamiętałam nocnych rękawiczek. Dziadek odszedł. Odeszły i zbiory. Częstsze infekcje, bóle stawów, kontuzje, "trądzik młodzieńczy" - czytaj chipsy, modne gazowane napoje, gorące kubki i inne pyszności. Efekt boom-u po pustkach w sklepach, zastąpionymi  pustką wartości odżywczych.
Wracają objawy atopii. I wyrok, z którym się nie zgadzam.
Dieta. Dieta inna. Dieta jeszcze inna. Wszystkie diety zawierały jednak coś, czego człowiek nie trawi na dłuższą metę. Bo tego się trawić nie da. Np. żółtego sera na pizzy.


Nie wygrałam jeszcze tej walki. Jednak efekty są. Znaczne. Dieta bez soli, bez paczkowanych, butelkowanych, puszkowanych produktów i nie z zalecaną dawką 5 porcji warzyw i owoców, ale oparta w 90% na owocach i warzywach. W 95% wegańska. 
Jestem człowiekiem społecznym, więc kilka procent to dobrodziejstwa smaku i przekleństwa cywilizacji jedzenia na mieście i w gościach wszystkiego. Jednak kilka miesięcy byłam uczciwa wobec siebie w 100% : )

I tym chciałam się podzielić i zainspirować młode mamy i przyszłe mamy, aby nie poddawały się w wyborach.
Jeśli ominiesz większość działów w markecie to już będziesz dzielna. Dasz sygnał do konieczności zmian w traktowaniu ludzi. Musimy zauważyć, że jesteśmy tuczeni jak kurczaki na farmach czy świnie i bydło w hodowlach. Różnica polega tylko i aż na tym, że możesz wybrać co włożysz do ust. Swoich i swojego dziecka.

A poniżej kilka źródeł cennych informacji do poczytania. (Mam tego znacznie więcej)


  • O tym co jemy, jak sterylnie żyjemy, co w siebie pakujemy i co z tego wynika



  • O tym, jak świat mógłby wyglądać, gdyby nie koncerny farmaceutyczne i lobby rządowe w sprawie nowotworów. Oraz remedium- dieta, która mnie wspiera w niefarmakologicznym łagodzeniu i zaniku objawów Atopowego Zapalenia Skóry. 


A poniżej strona, która potraktowała jedną z rad Gersona jako atut do promowania garnków. Każda próba jest dobra. 
  • O tym, co nasza skóra chłonie i jaki jest tego sens:

W tym miejscu dodam, że lata temu natknęłam się na tekst o konserwantach w kosmetykach. I jeden z nich powodował zapychanie porów a dodany był do serii kosmetyków na odetkanie porów! 
Przypadek czy must have? 

P.S. Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że myjąc twarz samą wodą pory się zwęziły i nie są tak zapchane...

  • Dla zjadaczy mleka ku walce z osteoporozą. Oraz dla mam karmiących piersią. Ja także upierałam się, że się nie da żyć bez mleka. Dało się i to nie tylko bez mleka ale i wyprowadzić dziecko z ostrej atopii  na twarzy w ciągu 2 miesięcy.

i na pocieszenie, że to jest do rozwiązania jak zawalczymy o naturalne środowisko i paszę dla krów:



Owocnych przemyśleń życzę i...nie dajmy się zwariować ; )

















niedziela, 11 stycznia 2015

Zielona bomba witamonowa zamiast mleka zastępczego- dla starszych dzieci

Wiele z mam, podobnie jak ja, szuka alternatywy dla mleka sztucznego.

W końcu dziecko duże, jeść potrafi a wciąż się boimy odstawić witaminy z puszki, bo przecież pewnie czegoś maluchowi niedostarczymy i co będzie.

Zatem polecam na lunch-yk taki deserek.

Potrzebne (porcja dla mamy i dziecka i coś jeszcze tacie skapnie):

  • 2 kiwi (uwaga- może uczulać. Wojtek na szczęście wcina równo.
  • banan
  • 2-3 liście jarmużu
  • jabłko
Wykonanie: 

Składniki umyć. Banana, kiwi i opcjonalnie jabłko obrać ze skórki. Rozdrobnić owoce i liście jarmużu, zmiksować w blenderze. Spożyć natychmiast po zrobieniu, żeby się niepotrzebnie nie utleniało i wytracało składniki.

Młody się zajada. Matka konsumuje lubieżnie. Ojciec próbuje zlizać resztki.

Dziś jeszcze ciocia się chciała załapać, posmakowała, pokusiłam, żeby odwiedzała nas częściej. W oku błyszczałą jej myśl o doznaniach podniebienia. 

Niestety z powody braku śladów spożycia przez wylizanie zdjęć brak. W sumie to też przez fakt, że chwilowo nie mam czym, bo syn także chciał zostać fotografem...

Wartość witaminowo-odżywcza:

jarmuż
  • wit. B2, B3, B6, C, K
  • beta-karoten
  • kwas foliowy
  • WAPŃ
  • żelazo
  • magnez
  • cynk
  • flawonoidy
  • glukozynolany (kiedyś wyjaśnię)
  • błonnik
Kiwi
  • wit. B3, C
  • beta-karoten
  • błonnik
  • niektóre źródła mówią o kwasie foliowym
Jabłko
  • substancje antynowotworowe
  • wit. C, 
  • flawonoidy
  • błonnik
Banan
  • wit. B3, B5, B6, C
  • biotyna
  • mangan
  • potas
  • magnez
  • błonnik
(banan ma dośc wysoki indeks glikemiczny)

Wariacje na tłuszcze i białko:

wariant 1
dodać np. fasolkę  adzuki (białko)
dodać kilka kropelek oleju lnianego nierafinowanego, na zimno tłoczonego 

wariant 2
dodać orzechy- białko i zdrowe omegi w jednym (ja małemu mielę w młynku do kawy, żeby się nie zachłysnął twardym).

wariant 3

dodać małą marchewkę surową - wit. A, E i inne dobrodziejstwa
kilka kropel oleju lnianego (nierafinowanego, na zimno tłoczonego).













piątek, 2 stycznia 2015

Do poczytania

W Święta połknęłam książkę niełatwą.

Trudność polegała na emocjach, które we mnie wywołała. Był zapach pysznych potraw bałkańskich i fetorwojny. Czułam cierpki smak pokrzywy i słodki krem ciastek.
Szum morza i krzyw mew przerywał świst pocisków. Drżałam ze strachu przy brutalnych scenach na dzieciach wojny i rozkoszowałam ciepłem matczynego dotyku.
Widziałam błękit wody i soczystą zieleń. Raziło mnie słońce i mrużyłam oczy widząc makabrę agresji.

Wszystkie słowa wzbogaciło brzmienie głosu przyjaciółki, której los także skrzyżował się z wojną domową. W innym miejscu, w innym czasie. Z tego samego głupiego powodu. Pieniądze i różnice etniczne.

Sąsiad przeciw sąsiadowi. Walka bez sensu. Zabawka dla bogaczy, sterowana ludzkimi marionetkami.

Nie tylko o tym jednak była ta książka.

Przede wszystkim była o MATCE, która nigdy nią nie została i która została nią na zawsze.
O pustym łonie gotowym do wszystkiego i o desperacji kobiety zbluzganej.

Dzięki jaskrawości opisów przy jednoczesnym "pomimo" tychże opisów (paru błędach w wydaniu i stylistycznych tłumaczenia) polecam z pełną świadomością dalej.

Powtórnie narodzony Margaret Mazzantini.



czwartek, 1 stycznia 2015

Zabiegana mama...czyli jak przetrwać jelitówkę u dziecka i nie zwariować

Święta mnie nie rozpieściły a tuż po W. otrzymał prezent bonusowy. Grypa jelitowa mutant.

Nie muszę chyba wspominać, że Sylwester w domu to coś o czym marzy każda kobieta, pragnąca się raz do roku rozerwać wśród gadających poprawną polszczyzną znajomych twarzy.

No i mamy 1 dzień 2015 a choróbsko jak się trzymało młodego, tak się trzyma. Szósty dzień.

W życiu nie przeżyłam takiego oblężenia pieluch jak teraz a pralka wykonuje swą pracę na zwiększonych obrotach.

Jak jeszcze nie zwariowałam?

Jak tylko pojawiają się pierwsze objawy (u nas 1 dzień to wymioty, następne- na razie 5 to biegunka. Podobnie u kuzyna) posyłasz  kogoś po paczkę pieluch, żeby mieć w zapasie. W ostateczności poproś sąsiada, wezwij taksówkę, zamów przez sieci sklepów z dostawą do domu. COKOLWIEK.

Wyczytałam, że wirus nie ma konkretnego sposobu leczenia, jedynie objawowo łagodzenie skutków biegunki, jakim jest niebezpieczne odwodnienie. Potwierdziłą mi to nasza lekarka, "pocieszając", że objawy mogą się utrzymywać nawet 10 dni. Odliczamy. Większość za nami i że zarażamy się do tych 2 tygodni po ustąpieniu choroby. Dziękuję familyjo!

Dieta:

gotowane:
ziemniaki, ryż, kaszka kukurydziana, marchew
banan
chlebek pszenny, sucharki
chrupki kukurydziane, wafle ryżowe

Więcej o diecie można przeczytać tutaj

Dużo poić w maleńkich ilościach.

Z mleka- oszukuję dziecko drinkami z powyższych ziaren. Zrobiłam gęste mleko ryżowe (prawie kleik, byleby przeszedł przez butlę), mieszankę owsiano-kukurydzano-ryżową.

W mądrej książce dla mam wyczytałam, że nie podaje się niby glukozy i soli, ale od czasu do czasu podaję do napojów.

Cały czas podaję probiotyk. Np. Dicoflor czy Biogaja. Dostosuj do możliwości dziecka. Najlepiej bez laktozy.
Koleżanki podpowiadają też, żeby podawać Enterol, który ma w składzie drożdże. Pierwsze słyszę, możliwe że warto. Lecz dziecko gdy to dopisuję ma się już lepiej a rano dorwało i wylizało łychę po mieszaniu coasta drożdżowego, więc uznaję za dokarmione drożdżami : P

Gadżety chorobowe:


  • Uwielbiam siebie za decyzję zakupienia pieluszek wielorazowych. Polecam firmy Pluplu, bo mają dużo guziczków, albo takie na rzep, aby dopasować do rozmiarów ciałka. Dzięki temu tuż po ubraniu dziecka w pieluszkę nie wkurzam się tak bardzo, że w ciągu następnych 2 minut ubierania już muszę ją zmieniać znowu. 
  • Rękawiczki lateksowe/gumowe itp. Dostępne na każdym rogu większego osiedla w Insektowej sieci lub w najbliżśzej aptece/ Ważne, że szybko można nabyć zanim zedrzesz sobie naskórek od ciągłego mycia rąk chlorowaną i fluorowaną wodą z kranu. 
  • Maszyna do szycia- tak, tak. Jak tylko masz jakieś stare T-shirty to szybko może okazać się, że zaczniesz produkować getry na zmianę. Bajecznie porsty tutorial niebawem na Palecie Pomysłów.
  • Worki, woreczki, reklamówki, zrywki itp. Bez zbędnych słów -chodzi o zachowanie pożądanego  aromatu w Waszym domu.
  • Mydło, proszek/płyn do prania. 
  • Zapasowe papcie- zaskakujące, jak szybko się przydały.
  • Mąż/partner/babcia. Bardzo istotny gadżet.Ktoś kto będzie dzielił z Tobą niektóre przewijania lub chociaż wstawi pranie.
  • Ocet, detergent, spirytus  - do mycia powierzchni wszelakich. Głównie klamki, toaleta, wanna/nocnik/umywalka- tam gdzie myjesz dziecko z kupki.

Środki zaradcze farmakologiczne:

Jeśli będzie trzeba podaj elektrolity z apteki dopasowane do wieku dziecka. Ale właściwie to to samo co wsypać glukozę i sól do napoju. Przełknął z apetytem orsalit (niestety w aptece był tylko z  aromatem malinowym. (Dostał trochę wysypki na czole niedługo potem ale producent uprzedzał, że alergicy powinni dostawać bez dodatków).

Smecta

Coca-cola.

Dodam, że z tych mieszanek jedynie pierwszą moje dziecko weźmie do buzi.

Patent potwierdzony przez dwie mamy, Hanię i Magdę- kisiel z suszonych jagód. Dostępne w aptece. Kisiel robić trzeba samemu. Pewnie też kiedyś podlinkuję.


DOM jako pole walki

Połóż dziecko spać na specjalnym podkładzie, dostępnym w aptece lub drogerii.
Gdy nie masz więcej jak 2 komplety pościeli połóż na prześcieradło ręcznik, pieluszkę tetrową, coś co zabezpieczy prześcieradełko.

Podziel ubranka na 2 części. Gdy skończy Ci się jedna to znak, że musisz wstawić pranie, zanim druga zacznie się niepokojąco kurczyć. I tak rób na bieżąco dopóki nie skończy się ta udręka.

Zwiń dywan itp, chyba, ze zmieścisz do pralki. Mój gzub mimo choroby jest w super humorze i dogonienie go zanim zawartość pieluchy się rozpłaszczy jest niemożliwe. Super humor wynika z tego, że każda kupka oznacza dla niego kontakt z wodą. A za H2O to dziecię przepada. Zaczynamy mieć także podejrzenia o psychosomatyczne a nie wirusowe podłoże tej choroby.

Często wietrz dom, aby pozbyć się zarazków.

HIGIENA:

Pierwsza zasada uniknięcia odparzeń pieluszkowych to od razu przewijać dziecko. Po 5 dniach mogę śmiało powiedzieć, że się sprawdza. Gorzej było latem, ale wtedy nie mieliśmy takiego doświadczenia ; )

Używaj łagodnych środków do higieny. My nie używamy chusteczek, które zawierają całą tablicę Mendelejewa. Jedynie wata, woda, proste mydło szare.

Możesz zasypać pupę talkiem lub kartoflanką.

Zawsze chowaj, zamykaj pieluchy w worku i jak najczęściej wynoś śmieci.

Po każdym kontakcie z pieluchą myj dokłądnie ręce. To samo tyczy sie dziecka, jeśli masz chłopca i wiadomo gdzie wędrują łapki jak zdejmiesz pieluchę...

Więcej na temat unikania chorób tego pokroju już niebawem. Przeważnie nam się udaje. Dziecko niestety dotyka większej ilości rzeczy, zwierzaków i innych dzieci, które niekoniecznie mają wpojone zasady higieny osobistej, np. po korzystaniu z toalety. 


I tak na koniec rada NA ZAWSZE. Z rad siostry Anny G.

NIGDY, ale to PRZENIGDY nie wymawiaj głośno ani nie raduj się, że kosz na pranie robi się pusty a prasowanie także nie czeka.

Zawsze los z Ciebie zadrwi.